poniedziałek, 7 lipca 2014

Odcinek 20

Geralt przysypiał spoglądają za szybę rozpędzonego busa. Wraz z każdym mijanym kilometrem, wzrastało jego znużenie. Jak każdy mieszkaniec stolicy, nienawidził opuszczać miasta. Tym razem skłoniło go do tego wesele jednej z koleżanek. Tak naprawdę gardził tą gnojuwą, ale wiedział,  że podtrzymywanie znajomości czasem procentuje. Poza tym postawił sobie za cel zjeść tylko ile będzie to możliwe a możliwości miał duże. Monica do tej pory wypominała mu jego zachowanie na ślubie Ore Ore. Geralt usmiechnął się pod nosem...rzeczywiście przesadził wtedy, przez niego, na poprawinach były tylko paluszki. Znów głośno westchnął. Na jego nieszczęście data urodzin Monici niemal pokrywała się z weselem, co oznaczało, że musiał jej wręczyć jakiś prezent. Miał zamiar pobiec do kiosku na dworcu, ale jego uwagę przykuły koszulki sprzedawane przez ulicznych handlarzy. Zadowolony, zakupił koszulkę, która jego zdaniem najlepiej współgrała z jubilatką i jechał teraz z czystym sumieniem. Lublin powitał go jak zawsze pochmurną pogodą i smrodem. Na dodatek te skąpiradła nawet nie raczyły wysłać po niego taksówki  i musiał fatygować się miejskim. U Ore Ore wszystko było po staremu...Monica snuła się po mieszkaniu w szlafroku, Dzianni handlował gdzieś na mieście...Pyskacja pojechała do domu zostawiając Geraltowi swój pokój.
-Mam coś dla Ciebie- zwrócił się Geralt do Monici, której oczy rozbłysły natychmiast. Była łasa na wszystko co za darmo, nawet jeśli to miały być pieluchy dla dorosłych. Chwyciła szybko foliową reklamówkę rozdzierając ją jak szczur worek na śmieci. Triumfalnie wyciągnęła koszulkę i odczytała napis.
- DYFB? Co to znaczy?- spojrzała skonsternowana na Geralta?
- Zobacz z tyłu-polecił Geruś  z szyderczym uśmiechem.
Monica łapczywie odwróciła koszulkę i głupawy uśmiech zamarł jej na ustach.
-DIE YOU FAT BITCH??
Trzymała koszulkę w rękach łypiąc okiem to na napis to na Geralta.
-Dzięki- wykrztusiła wreszcie i zapakowała koszulkę do pudełka podpisanego "OUT".
Rozmowa przeniosła się na najbardziej wdzięczny temat jaki mogli wymyślić, czyli barwne życie Dzianniego.
-Słuchaj- popiskiwała podekscytowana Monica- Dzianni dostał pracę umysłową!!
- O, to świetnie- mruknął Geralt  z powątpiewaniem- a co robi?
-Yyyy...-zawahała się Monica- pracuje w warsztacie samochodowym i tam załatwia papierkowe sprawy.
W tej właśnie chwili wpadł Dzianni.
- Cześć Geri!! Podobają Ci się moje nowe rurki?-okręcił się dookoła jak baletnica na tabletach.
- Tak tak...słyszałem, że masz pracę papierkową, gratulacje!
- Papierkową?- zdziwił się Dzianni ślepy na sygnały dawane mu przez żonę- raczej ścierkową! Sprzątam w serwisie.
- Sprząta w sensie porządkowania dokumentów itede- pospieszyła Monica z wyjaśnieniem i szturchnęła mocno biednego cygana.
-Za co!!!!-wrzasnął Dzianni i rzucił się na żonę. Zaczęli się kotłować po podłodze, ale Dzianni czym prędzej odklepał trzy razy. Rurki były ładne, ale ograniczały swobodę ruchów a z tak zażartym przeciwnikiem jak Monica, można było tylko walczyć lub zginąć.
Po obiedzie (o ile można nazwać obiadem dziwną mieszkankę makaronu i sera, którą Monica pichciła przez 15 minut) wszyscy ruszyli na poszukiwania prezentu na ślub. Pierwszym, odwiedzonym przez nich sklepem był  W CHUY DROGOU. Gerlat miał gest, toteż nie patrzył na cenę. Co prawda oficjalna pensja sądowego urzędnika nie była wysoka, ale drugie tyle zarabiał na łapówkach. Wybrał kosztowny serwis i ruszył z nim do kasy. Monica i Dzianni, jako cyganie, nie zostali wpuszczeni do sklepu, ale usłyszawszy ile kosztuje prezent, Monica postanowiła interweniować.
-Geralt!!-wrzasnęła co sił- najpierw kupmy wino, niech Pani Ci zapakuje a Ty zaraz zapłacisz.
Geralt zdziwił się nieco na taką prośbę, ale posłusznie nakazał zapakowanie prezentu i podszedł do przyjaciół. Natychmiast został zaatakowany przez farbowaną cygankę.
-Czy ty do reszty ochujałeś??? Milioner się znalazł kurwa mać! Jedziemy do Bierdony i nie odpierdalaj, widziałam tam ładne pojemniki na żywność.
Zapakowali się wszyscy do samochodu ignorując ustyskiwanie Dzianniego na ceny benzyny i pojechali do Bierdony, znanego sklepu dla biedaków. Przed wejściem, założyli specjalnie na ten cel przygotowane ciemne okulary i  flanelowe koszule i wmieszali się w tłum innych osób w ciemnych okularach i flanelowych koszulach. W Bierdonie każdy był incognito poza ludźmi z Bronowic, którym było wszystko jedno (byli z Bronowic).
Monica wypatrzyła zestaw trzech pojemników za 9, 99 i triumfalnie  podsunęła je pod nos Geraltowi.
-Widzisz??
Geralt pierwszy raz w życiu był pod wrażeniem. Monica miała mało talentów, ale talent do oszczędzania był niewątpliwie jednym z nich. Czasem oszczędzała bez względu na wszystko, co skutkowało regularnymi odwiedzinami, jakie Ore ore składali na Izbie przyjęć po zatruciach nieświeżym, promocyjnym jedzeniem.
Wieczór u Ore był jak zawsze fascynujący. Zabrali Geralta na turniej gry w bierki a po powrocie do domu przygotowali ucztę pełną chipsów.
-Słuchajcie- zaczął Geralt w te słowa- Karol podrzuci mnie jutro na to wesele?To znaczy najpierw do kościoła, potem na wesele a potem przyjedzie po mnie i moją łanię.
Ore ore siedzieli z otwartymi ustami, z któych wolna wypadały chipsy. Spojrzeli po sobie, nie wiedząc co odpowiedzieć.
-No spoko- wykrztusiła w końcu Monica- podrzuci.
Później, leżąc już w łóżku, pocieszali się nawazajem.
-Wiesz ile to będzie benzyny?-łkał Dzianni.
-Wiem- odrzekła Monica z zaciśniętymi zębami- ale jak trafisz do więzienia to tylko jego w sądzie znamy.
- Dlaczego mam trafić do więzienia?-zapytał zdumiony Dzianni.
-Bo jesteś cyganem, prędzej czy później cię przymkną, Poza tym morda tam, nie mamy wyjścia.

Geralt otworzył powoli zmęczone powieki. Łóżko Pyskacji okazało się mieć taki sam charakter jak właścicielka i miniona noc była dla naszego ulubieńca koszmarem. Wstał powoli i powlókł się do łazienki. Ore Ore jeszcze spali, ale po chwili usłyszał już teatralne syknięcia Monici. Zamknął się czym prędzej w łazience i zapłakał, gdyż ból pleców był nieznośny!
W tym czasie Monica i Dzianni biegali po pokoju ubierając się i poganiając nawzajem.
-Szybko! szybko!- krzyczała Monica- znam go, zaraz nam wypije całą kawę i mleko!
- No już- jęknął Dziani ze łzami w oczach starając się wcisnąć swoje nowe rureczki.
Minuta za mintą, godzina za godziną i nadeszła pora kiedy Geralt musiał wyjść na wesele. Pstryknął palcami w stronę Dzianniego.
-Dzianni!Jedziemy.
-Zara Geri- odkrzyknął Cygan- muszę założyć libierię. Jak coś robię to porządnie.
Zaiste, Dzianni był wybornym szoferem. Nie tylko zawiózł Geralta na miejsce, ale zadowalając się restzkami z pańskiego stołu, czekał pod weselnym lokalem aż  Geralt się wybawi. Wraz z nim czekała jego wierna jak Penelopa żona. Siedzieli w samochodzie umilając sobie czas rozmową i czytaniem.....Nagle zadzwonił telefon.
-Twój tata do mnie dzwoni!!-krzyknęła Monica kipiąc radością. Odchrząknęła trzy razy po czym  nacisnęła zieloną słuchawkę.
-Abba Ojcze- zaczęła słodkim głosikiem.
-Monica, ty gówniaro- ojciec Dzianniego jak zawsze nie owijał w bawełnę- czego odbierasz dopiero po trzecim sygnale???
-Wybacz Don Ojcze Santa Padre.
-Dobra, następnym razem zacznij myśleć głową a nie chujem. Albo jakoś tak. Jest tam mój syneczek?
-Tak Ojcze, siedzi obok mnie.
-Dobra, to przekaż chujowi, że pozaciągał jedną kołdrę i ta gnojuwa nie może jej teraz sprzedać.
-Przekażę Ojcze. Czy coś jeszcze? Jak zdrowie? Wiem,  że dokuczała Ci główka? Może powinieneś się leczyć?
-Ty gnojuwo! Jak będe chciał się leczyć to będę!!!!! Nie ty będziesz o tym decydować.
-Oczywiście ojcze, to tylko takie heheszki. Czy coś jeszcze?
-Nie, zamknij już japę. Narka.
-Żegnaj Ojcze.
Monica  z ulgą odłożyła telefon. Tata Dzianniego był niezwykle dystyngowanym i poważanym Cyganem, więc rozmowa z nim wymagała wspięcia się na wyżyny elokwencji i erudycji.
-Mam nadzieję, że nie rozdrażniłaś znów mojego tatusia?-Dzianni spojrzał podejrzliwe na żonę. Taki już był jego los, życie w strachu. Wziął sobie za żonę nie dość, że gadzię to jeszcze żydówkę. Rodzice nie mogli mu tego darować.
-Nie, co Ty...chyba lubi mnie coraz bardziej...O, Geralt idzie...-Monica przymknęła lekko powieki- ale zara zara...kogo on ciągnie ze sobą?
Istotnie, Geralt szedł wraz ze swoją foką i dwiema innymi osobami...