piątek, 28 marca 2014

Odcinek 17



Geralt z daleka zobaczył nadjeżdżającego polskiego busa. Pojazd wtoczył się na odrapany przystanek i zatrzymał. Geralt spoglądał z napięciem aż wreszcie drzwi się otworzyły. Najpierw, jak z procy, wyskoczył młody chłopak. Był wyraźnie wzburzony czemu wyraz dał gwałtownie odwracając się i krzycząc do kogoś w autobusie:
-Następnym razem jak zaśniesz to nie ślin się na mnie wariatko!!!- następnie chłopak chyżo pobiegł w stronę zabudowań dworca.
Przez chwilę z autobusu nikt nie wysiadał po czym nagle wyleciała z niego torba podróżna, a po niej następna. Zaraz po nich na ziemi wylądowała kolejna torba, w której zachrobotało coś jakby szkło. Wreszcie z busa wyskoczył Dzianni   dzierżąc w ręku wielką torbę z dumnym logo Biedronki. Zaraz zanim, sapiąc i ocierając ślinę, wytoczyła się Monica w taką samą torbą. Przedstawiali oboje dosyć niespotykany widok, nawet na tle pozostałych, tłumnie przybywających do stolicy, wieśniaków. Dzianni miał na sobie sportową bluzę z 5 paskami na rękawach, czarne dresy Ambro i niebieskie pantofle z wielkim napisem Dolcze&Guana. Włosy jak zawsze sowicie potraktował Taftem Zajebisty LOOK. Monica niestety znów ubrała się w legginsy, do tego buty sportowe z napisem Puma Najki Addidas. Miała na sobie także cekinową tunikę i czarną, futrzaną kamizelkę a oprócz siatki z biedronki, małą złotą torebeczkę. Po wyjściu z autobusu oboje stanęli jak wryci z rozdziawionymi buziami rozglądając się dookoła. Samochody, bloki, mnóstwo ludzi…to wszystko zadziwiało i onieśmielało zarazem naszą uroczą parkę. Geralt widząc ich reakcję uśmiechnął się pod nosem. Sam mieszkał w stolicy już od pół roku i uważał się za rodowitego warszawiaka, a że jego siostra mieszkała tutaj już od kilku lat to wszystkim mówił, że jego rodzina mieszka w Warszawie od pokoleń.
-Cześć- zakrzyknął w stronę oszołomionych przybyszów. Odwrócili się w stronę Garalta z otwartymi ustami, ale po chwili doszli do siebie.
-Cześć- wyjąkała Monica- nie uprzedzałeś, że takie wszystko duże tutaj.
-Tu się pewnie żyje jak w raju- cmoknął Dzianni- no niech tylko co setna osoba wrzuci do puszki to przecież już masz wyżebrane kokosy! Geralt, dlaczego Ty nie zaczniesz żebrać?!- nie mógł się nadziwić Dzianni.
- Chodźcie, pójdziemy najpierw na brekfast – zaordynował Geralt pewnym siebie tonem-a potem pokaże wam wieśniaki co nieco.
Geralt zaprowadził swych gości do jednego z  barów mlecznych, których w okolicach dworca było mnóstwo. Wieśniacy przyjeżdżający do stolicy lubili zajść do baru i wypić herbatę. Na więcej sobie nie pozwalali, nie po to przecież wieźli bigos w słoiku żeby wydać pieniądze na jakieś miastowe jedzenie. Usiedli we trójkę przy stoliku.
-Co zamawiacie?- spytał Geralt
Monica patrzy ze zmarszczonymi brwiami na tablicę z wywieszonym menu. Ceny były powalające…głupie kopytka kosztowały 8 zł.
-Niezbyt tu tanio- zaczęła niepewnie.
- To Warszawa, czego się spodziewałaś- zakpił Geralt- ale myślę, że na małe szaleństwo możecie sobie pozwolić.
- W sumie..to ja chyba chcę herbatę tylko. Dzianni też. A Ty co zamówisz?
- Ja naleśniki z dżemem, to co zwykle- powiedział Geralt z nieskrywaną dumą.
Ore Ore pokiwali głowami z szacunkiem i zarazem zazdrością. Tak, Geralt był już wielkomiejskim cwaniakiem bez dwóch zdań. Elegancki blezer, mokasyny i fryzura a’la czeski piłkarz z podgolonymi bokami mówiły same za siebie. Ore Ore dostali zamówioną herbatę i bez krępacji zaczęli wyciągać ze swoich przepastnych siatek pierożki i szynkę. Niestety zwróciło to uwagę pani Zosi, która była w owym barze kucharką, sprzątaczką, kelnerką i menadżerem.
-A co tutaj robią? Tutaj nie można jeść swoich pierogów! Jak chcą jeść swoją szynkie to niech idą gdzie indziej!
Monica zatrzęsła się z oburzenia. Bezczelność obsługi sklepów i innych lokali doprowadzała ją do szału. Na szczęście Geralt dokończył szybko swoje naleśniki i pociągnął Ore Ore do drzwi. Rozpoczęli spacer po stolicy. Dzianni biegał po ulicy i witał się z żebrającymi ziomkami a ich radosne łełe rozbrzmiewało po całej ulicy. Monica z kolei non stop robiła zdjęcia dosłownie  wszystkim  i wszystkiemu: budynki, kosze na śmieci, murzyni, sklepy…
-Jak nie wstawię zdjęć na pejsa nikt nam nie uwierzy, że byliśmy w stolicy!- krzyczała zaaferowana. Nagle dojrzała jakąś murzynę.
-E, ty, foto ze mną, ok?- zaczęła na migi pokazywać kobiecie jakie ma względem niej zamiary.
- Chce pani sobie zrobić zdjęcie ze mną?- spytała uprzejmie murzyna.
Monica stanęła jak wryta.
-Dzianni!- wrzasnęła w stronę męża- to mówi!!!
Geralt zasłonił twarz dłońmi i zabrał swych przyjaciół dokładnie w chwili gdy próbowali założyć murzynie smycz na szyję. Następnym punktem ich wycieczki miało być ZOO, ale tuż przed wejściem Monica stanęła okoniem.
- A co jeśli dzik ucieknie z klatki?- spytała z obawą.
- Dzików się boisz?-zirytował się Dzianni- a lwy, lamparty i tygrysy?
-Przecież one nie zjadają ludzi- odpowiedziała Monica z wyjątkowo tępym wyrazem twarzy,
Wizyta w ZOO przebiegła spokojnie ale tylko dlatego, że Geraltowi udało się zapchnąć Ore Ore za pomocą gofrów i lodów dzięki czemu zwiedzali niemal w milczeniu.
Geralt miał przygotowaną niespodziankę dla swych przyjaciół. Była to wizyta na stadionie narodowym. Dla Dzianniego miała to być także wycieczka sentymentalna do miejsca gdzie niegdyś jego współplemieńcy oddawali się nieskrępowanemu i nieopodatkowanemu handlowi a także prowadzili liczne boje z konkurencją w postaci Wietnamczyków i pozostałych Chińczyków. Spacerowali po stadionie podtrzymując Dzianniego, który walczył ze łzami wzruszenia.
-O tutaj ciotka Papusza sprzedawała patelnie- łkał. Dzianni  był dumny ze swej słynnej cioteczki, która jako jedna z nielicznych cyganów nauczyła się nie tylko pisać i sylabizować, ale także układała proste rymowanki przez co okrzyknięto ją cygańską poetką. Dzianni był zdruzgotany tym w jaki sposób zniszczono to miejsce odwiecznego handlu i świątynię cygaństwa.
W planie wycieczki było także zwiedzanie szatni piłkarzy. Dzianni i Monica przymierzali się do zrobienia zdjęcia na tle koszuli Lewandowskiego, ale była okupowana przez żądną sławy na pejsbuku swołocz.Wreszcie udało się Ore Ore klapnąć na miejscu Lewandowskiego. Co prawda siedziała tam już jakaś mała dziewczyna, ale krótkie "wypierdalaj suko", które  Monica syknęła w jej stronę wystarczyło by dziecko rzuciło się z płaczem w objęcia zszokowanej matki. Wycieczka ruszyła dalej.

 Nagle Geralt spostrzegł coś pomiędzy stadionowymi krzesełkami, na których posadzili Dzianniego by odpoczął po tej dawce wzruszeń. To był portfel. Zajrzeli do środka. W portfelu znajdowało się 85 zł i legitymacja szkolna na nazwisko Dżessika Kowalska. Była też karteczka: W wypadku odnalezienia odesłać na adres podany na legitymacji.
- Chyba trzeba to oddać- zaczął niepewnie Geralt.
-Ale komu? Przecież my nie znamy tej Dżessiki to jak chcesz oddać?- krzyknął Dzianni, któremu z wrażenia obeschły łzy.
- Dzianni ma rację- sapnęła Monica- nie znamy jej to jak mamy oddać.
- W sumie racja- zgodził się Geralt- tu jest napisane, że mieszka na Chopina 25/27 w WUM.
-My mieszkamy na Chopina 25/21 więc niestety, ale nie znamy jej.

-No to nie będziemy się wygłupiać-zarządził Geralt- chodźmy na naleśniki!
CDN

sobota, 8 marca 2014

Odcinek 16

Pojawiali się też kolejni goście. Przyjęcie z okazji sylwestra miało być połączone z przyjęciem urodzinowym Dzianniego, które co prawda wypadało w marcu, ale Ore Ore nie byliby sobą jakby nie próbowali oszczędzić i upiec dwóch pieczeni przy jednym (najlepiej cudzym) ogniu. Gospodarze powitali własnie Michaela i Petro, dwóch gejów, którzy udawali super heteryków a potem kradli sobie pocałunki po kątach. Monica zaprosiła też Halinę, która o dziwo przyjęła zaproszenie i wtoczyła się do mieszkania razem z prezentem i sałatką. Zaraz po niej zjawił się Matez (tym razem sam), Bohdan i Wuj z Klauduś. Wuj był ciotecznym bratem Monici. Chodził w dresach, a jego pasją była filozofia egzystencjalna i wypady na chuligańskie bijatyki. Klauduś była przemiła. Zdobyła sławę posiadaczki największych cycków, które były zarówno skarbem jak i przekleństwem. Kolorowy orszak zakończyła Sabcia.
-Heeej, gadka szmata teges szmeges!- rzekła do Dzianniego wręczając siatkę ugotowanego makaronu.
Wszyscy usiedli przy stole, alkohol lał się strumieniami, jedzenie było pochłanianie kilogramami, co sprawiło, że Monica szczerze żałowania swojego pomysłu reglamentacji żywności.  Wraz z każdym wypitym kieliszkiem kraśniały lica, poprawiały się humory ale i odżywały animozje, tego wieczora dojdzie też do kilku kryzysów o czym  jeszcze nasi bohaterowie nie wiedzieli. W tym momencie wszyscy byli zadowoleni i radośni. Maua jak zawsze popiskiwała chłeptając swoją łiski z kolą. Muffin również raczy się łiski i spacerował po mieszkaniu z wykrywaczem metali, co chwila triumfalnie wyciągając monetę spod dywanu. Matez siedział z założoną nogą i popijał wódkę co chwila robiąc z zaskoczenia zdjęcia. Posiadanie ojca z SB i dziadka z Wermachtu nie mogło pójść na marne. Miał dziś wyjątkowo designerską koszulę i plakietkę z tytułem naukowym na wszelki wypadek jakby ktoś zapomniał o tym, że dla niego, Mateza. pozostali obecni to niedouczone psy. Geralt jak zawsze jadł starając się unikać karcącego wzroku Monici. Specjalnie na tę okazję założył wielką muchę, która nieco przysłaniała mu twarz i utrudniała jedzenie, ale musiał pokazać wieśniakom jak się chodzi w stolicy. Michael i Petro jak zawsze obściskiwali się na kanapie udając, że się nie obściskują. Bohdan siedział przy komputerze na stronie starealejare.milf.com i przeglądał kolejne zdjęcia mrucząc: "poszłaby", "poszłaby bez całowania". Pyskacja siedziała jak nie ona, cicho słuchając innych i podśmiechując się pod wąsem, ewentualnie rzucając od czasu do czasu: "zamknij się ciotek". Po chwili zaczęła się zbierać do wyjścia.
- Gdzie ty właściwie idziesz?- spytała Monica.
- Do Karoliny- mruknęła cicho Pyskacja zakładając buty.
- Przecież Karolina pojechała do domu, tak wczoraj mówiłaś.
- Oj, ale do innej Karoliny.
- Do jakiej?
-Nie znasz.
- No to pytam do jakiej Karoliny idziesz?- Monica stała za założonymi rękami niczym mama nad zbuntowaną córką.
- Oj Monica, co ty chcesz! Poznałam ją jak kupowałam mięso na obiad.
- Przecież ty nie robisz obiadów!
- Ale kupowałam, weź się odpierdol!
- Dzwonię do mamy!
- Zaraz cię zabije motyką!- wrzasnęła Pyskacja chwytając nagle motykę. Tak, w jej pokoju było wszystko: ubrania, papiery, resztki jedzenia, brudne talerze, buty i nawet motyka.
Na takie dictum Monica się jak zawsze rozpłakała i uciekła do łazienki.
W tym czasie pozostali goście byli coraz bardziej pijani. Halina piła mało, obserwowała i czekała. Była niczym puma, która bezszelestnie krąży i szuka najsłabszej zwierzyny w stadzie. Spojrzała na Geralta, który niegdyś zawrócił jej w głowie, kupował malinowe lody, zaprosił do domu, oglądał z nią sukienki ślubne a następnie porzucił jak zepsuty kawałek tofu. Od lat planowała zemstę i wyczekiwała stosownego momentu. Nie udało jej się zarżnąć go nożem do sera razem z tą wywłoką Pulpecją, ale oto przyszła kryska na matyska lub koza do woza jak kto woli. Wiedziała, że w przypadku Geralta można trafić wszędzie przez żołądek. Przygotowała wyborną sałatkę ze strychniną, którą własnie Geralt się zajadał. Wiedziała, że inni również mogą się nią poczęstować, ale "gdzie drwa robią tam wióry lecą"-pomyślała. Tymczasem dalej lustrowała obecnych. Spodobał się jej Muffin, ale Maua nie wyglądała na kogoś z kim można zadzierać. Kręcone jak spirale włosy nadawały jej demoniczny wygląd a czerwone paznokcie nie zachęcały do konfrontacji. Potem zerknęła na Mateza, który obecnie pochłonięty był próbą umieszczenia aparatu pod spódnicą Klauduś...niestety, mimo,że jak zawsze był chory, to nie wyglądał na zbyt pijanego. Dzianni...hmm....tutaj można by spróbować, Monica to ciota. Chociaż może to pozory? Wygląda na sierotę, ale jej waga budzi respekt. Wuj...hmm...może? Co prawda Klauduś mogła ją zabić jednym cyckiem, ale w tej chwili zajęta była rozmowa z Matezem, który opowiadał jej o tym dlaczego Żydzi są tak naprawdę wyższą rasą. Ruszyła do przodu płynnym krokiem.
-Wuju, muszę mieć z tobą zdjęcie- rzekła przymilnie i klapnęła Wujowi na kolana. Ten nie protestował, przybrał pozę wojownika, a tak mu się przynajmniej wydawało. W rzeczywistości była to poza kota na tabletach. Matez usłużnie pstryknął im foteczkę a Halina zaczęła wygodniej mościć się na kolanach Wuja gdy usłyszała za sobą wściekłe sapnięcie.Gdyby miała trochę refleksu może zdążyłaby się uchylić, a tak niestety, rozpędzony cycek zdzielił ją po głowie. Halina jednak nie straciła rezonu. Troszkę otumaniona ruszyła dalej. Bohdan był całkowicie pochłonięty profilami milfów  ale o to Petro siedzi sam. Michael tańczył z krzesłem. Halina podeszła cicho do Petra.
-Hej-zamruczała- może przewietrzymy się w kuchni?
Petro łypnął okiem  w stronę Michalea i ruszył za Haliną do kuchni, gdzie rzucili się na siebie jak wygłodniałe zwierzęta. Petro nie był szczególnie zadowolony, ale potrzeba udawania hetero była silniejsza.Starał się również wygryźć na szyi Haliny swoje imię, żeby nie było wątpliwości co do tego kto się z nią migdalił.
Dzianni, nieco smutny z powodu przypalonej żorżety, rozluźnił się w przy aplauzie pozostałych i począł wycinać hołubce na dywanie.Monica wyszła wreszcie z łazienki i jak każda dobra gospodyni poszła do kuchni dołożyć sałatek. Zamarła widząc Petra i Halinę. Oni nie speszyli się zbytnio ale poszli do pokoju. Halina popatrzyła na ledwo przytomnego Michaela i w jej głowie zaświtał plan.
Impreza trwała w najlepsze, tańce, wino i śpiew. Nagle usłyszeli dzwonek do drzwi. Monica poszła otworzyć. Za drzwiami stała sąsiadka z góry.
- Czy wyście powariowali? Mieszkam tutaj 40 lat i nikt tak głośno się nie zachowywał! Moja matka ma pięć chorób i wszystkie śmiertelne! Zaraz wezwę żandarmerię wojskową i ABW gówniarze! Wy..
Sąsiadka nie zdążyła nic więcej powiedzieć bo powalił ją kopniak z półobrotu wykonany przez Dzianniego. Jednak baba była twarda. Po chwili kotłowali się z Dziannim po klatce jak dwa wściekłe psy. Padał cios za ciosem, kopniak za kopniakiem, raz baba była górą, a raz Dzianni. Pozostali próbowali odciągnąć walczących, ale niestety zrobiła to za nich policja wezwana przez innego sąsiada (właściciel 30-letniego psa, w wolnych chwilach przebijał opony). Dzianni został skuty kajdankami i wyprowadzony, na nic nie zdało się jego rozpaczliwe Łłełełełełeę. Baba stawiała jeszcze większy opór, więc spacyfikowano ją pałką a następnie wyprowadzono ze skutymi rękami i nogami oraz metalową kulą przy kostkach.
Wszystkim zrobiło się nieco smutno, ale alkohol we krwi zrobił swoje i po chwili nadal wesoło podskakiwali.
-Hahahaa gadka szmatka teges szmeges hahaahhaaahah hahahaa- zawodziła Sabcia próbując zwrócić się na siebie uwagę Bohdana. Ten rzeczywiście łypnął na nią okiem i zaraz usiadł obok.
-No hej....jestem Bohdan z Zamościa.
-Gadka szmatka, podobno jesteś z Zamościa.
-Oj Wierzba to w sumie dzielnica Zamościa.
-hahhaaaha. Może zatańczymy?
- Ech- westchnął Bohdan- morelą nie pachniesz, ale co mi szkodzi.
Po chwili rytmicznie bujali się na dywanie a pomiędzy nimi śmigał Muffin z wykrywaczem.

Dzianni został wrzucony do celi niczym worek kartofli.
-Przepraszam, naprawdę- próbował ułagodzić policjantów, ale trafił na wyjątkowych skurwysynów, wiec tylko dostał pałką po łapach. Dzianni rozejrzał się po celi gdy ze zdumieniem ujrzał siedzącą na pryczy Pyskację!
- Co ty tu robisz?!- krzyknął.
-Morda tam brudasie- upomniał go policjant.
-Co ty tutaj robisz?- wyszeptał więc Dzianni.
-Oj nic- Pyskacja osiągała apogeum naburmuszenia- wrobili mnie.
-A masz chociaż lusterko?-spytał Dzianni osiągając z kolei szczyt zrozpaczenia.
Pyskacja podała mu maleńkie lusterko, którego nie znaleźli podczas przeszukania. Gerlat zdmuchnął z niego resztki białego proszku by nic nie zakłócało widoku jego lica. Zamarł, gdy ujrzał swe odbicie..rozczochrane włosy, podkrążone oczy i co najgorsze....taka jakby poprawiona buzia..Geralt zapłakał rzewnie."Co ze mną będzie?".

W rezydencji Ore trwało przyjęcie. Halinie udało się zaciągnąć nieprzytomnego Michaela do pokoju Pyskacji. Na łóżku spał Wuj, ale nie przeszkodziło jej to rzucić gejucha na łoże i rzucić się na niego. Michael najpierw zaczął się rozpaczliwie bronić, ale potem już tylko łkał gdy Halina zdzierała z niego i z siebie ubranie. Nie widziała, że za nimi cicho podążył Matez, który teraz dokumentował poczynania Haliny. Za chwilę przybiegł również zaciekawiony Geralt, zajrzał pod ramieniem Mateza do pokoju i wiedział już, że nie pozbędzie się tego widoku do końca życia. Zatoczył się, oparł o ścianę i zwymiotował. Tak o to, zupełnie nieświadomie, uratował swoje życie, gdyż wraz z jedzeniem wyleciała strychnina. Monica, widząc Gerlata rzygającego jak kot po śliwkach, złapała go i zaniosła do wanny a tam poczęła polewać go wodą. Po 15 minutowej kąpieli Geralt czuł się jak nowonarodzony, wyskoczył z wanny i pobiegł hasać z Bohdanem i Sabcią. Po dwóch godzinach wrócił Dzianni prowadząc ze sobą Pyskację. Był bez koszuli, którą musiał zostawić jako kaucję. Od Pyskacji nic nie chcieli. Wszyscy rzucili się na Dzianniego chcąc go pocieszyć.
-Bardzo dobrze postąpiłeś- perrorował Matez-skarciłeś kurwiszona po alfonsiemu!

Impreza miała się już ku końcowi. Maua i Muffin zamówili sobie taksówkę.
-Koniecznie mercedes- piszczała  Maua do dyspozytorki- koniecznie!
Sabcia śmiejąc się i zataczając wyszła z mieszkania wołając:
-Gadka teges szmeges szmatka!
Bohdan ułożył się na dywaniku w  łazience. Geralt pomógł Monice pozanosić na łóżka lub inne legowiska pozostałych. Wuj i Klauduś również pojechali. Halina spała z Michaelem, ale wściekły na partnera Petro zabrał Michasia na inne łożko, namówił też Dzianniego by spał z nimi. Zasnęli we trzech obejmując się. Geralt rozłożył się na swojej karimacie a Monice nie pozostało nic innego jak zwinąć się na wycieraczce.

czwartek, 6 marca 2014

Odcinek 15

Geralt spędzał kolejny nudny dzień w pracy. Przeglądał zdjęcia dzieci, samochodów, domów i psów, które jego znajomi dodawali na pejsa jak zwariowani. Monica spamowała postami firmy, którą dopiero co z Dziannim założyli. Firma pod nazwą OreAmore Dzianni&Dzianni& Monica Company Es A świadczyła  różne usługi, w zasadzie to nie wiadomo było czym dokładnie się zajmuje, jak na razie ograniczała się do żebrania o lajki...o tak, w żebrach Ore byli wprawieni. Inni znajomi rzucali sobie wyzwania wypicia piwa na czas, wypicia butelki piwa na raz, ugotowania zupy lub zesrania się na wizji.
Nagle dostrzegł czerwoną jedynkę zwiastując wiadomość.
"Co robisz?"- pytała niejaka Samanta Perejro.
"Monica"-pomyślał Geralt i odpisał jak to ciężko haruje.  Monica miała na pejsbuku kilka kont. Monica Cweliśniak to było jej oficjalne konto, na którym zamieszczała odpowiednio obrobione zdjęcia, rozsądne posty i lajkowała odpowiednią muzykę. Monica Ore Ore to konto, które służyło do udziału w konkursach i do wyłudzania darmowych próbek. Monica pisała na nim, że ma dzieci i częste zaparcia aby otrzymywać saszetki Jelitonu lub płynu do płukania dla niemowląt. Posuwała się nawet do żałosnych skarg na nietrzymanie moczu żeby otrzymać wkładki dla osób z takimi problemami. Zdobytymi w ten sposób giftami obdarowywała rodzinę i znajomych. Monica była awanturniczej natury i często angażowała się w bezsensowne potyczki słowne na fejsbuku. Kończyły się czasem walką na pięści w realu lub co gorsza wyśmianiem Monici na pejsie. Z tego powodu narodziła się Samanta Perejro. Samanta była syczącą i prychającą żmiją, która toczyła bitwy z każdym i na każdy temat. Wszystkie posty na spotted: WUM były dla niej powodem do rozpętania burzy i lżenia oponentów. Samanta była także swoistym pejsbukowym Zorro, który zwalczał głupotę i inne niż jedyne słuszne  opinie a także prowadził krucjatę przeciwko Ukraińcom. Monica miała też łagodną stronę osobowości, której nie mogła ujawnić w obawie przed wyśmianiem. Od tego była Marysia Loczek. Marysia udostępniała posty, które za każde udostępnienie dawały kroplę wody dla Sudanu lub psuły jeden karabin rosyjskiego żołnierza, zbierała fundusze na operację chorych dzieci i na jedzenie dla psów w schroniskach. Byli jeszcze Adrian Picz i Pola Koterska, którzy lajkowali posty Samanty i Marysi, ale w razie potrzeby także posty Monici Cweliśniak. Wszystkie fałszywe konta miały siebie nawzajem w znajomych. Adrian dodatkowo straszył spaleniem domu oponentów Samanty. Prowadzenie kilku kont było dosyć wyczerpujące ale Monica pokochała niezależność jaką jej to dawało.
Geralt chwilę konwersował z Monicą. Polubił też nową fotę Pyskacji, na którym robiła sobie zdjęcie laptopem w łazienkowym lustrze. W tle malowniczo rozpościerały się majtki Dzianniego. Pyskacja zatroszczyła się także o podpis "Nikt mnie nie zna tak jak ja, tylko bóg  może mnie sądzić bo nie byłabym sobą gdybym była inna JP JP JP na 300%"
Nagle Geralt zatęsknił za Bohdanem, przyjacielem ze studiów, u którego niegdyś kątem pomieszkiwał. Bohdan był na tyle miły, że pozwalał mu spać w salonie i nawet przynieść swój materac. Być może przeszkadzało to nieco współlokatorowi Bohdana- Wojtkowi Jelito, ale kto by się nim przejmował. Niepodzielnym władcą stancji była Jekaterina, siostra Bohdana. Była dowódcą stancji ale także panią życia i śmierci lokatorów. Wydzielała swojemu bratu jedzenie, urządzała pokazy tańca w mieszkaniu, chorowała też psychicznie. Wybaczano jej to jednak ponieważ była geniuszem. W wieku dwudziestu lat szczyciła się już stypendium naukowym na jednym z najbardziej prestiżowych kierunków ( Gry i zabawy z hulajnogą albo coś w tym stylu). To dawało jej zdecydowanie uprzywilejowaną pozycję w domu rodzinnym i na stancji. Geralt na początku starał się zaprowadzić iście domowe zwyczaje na stancji i zaproponował naprzemiennie gotowanie obiadów na co rodzeństwo Chochelków ochoczo przystało. Geralt zakupił suszone pomidory, steki, karczochy, krewetki, czarny ryż i kawior. Przygotował z tego prawdziwą ucztę, na którą zaproszono nawet Wojtka Jelito, który jednak zadowolił się kawałeczkiem filetu z kurczaka. Na drugi dzień Geralt spieszył do mieszkania zaciekawiony co też Chochelkowie przygotowali w rewanżu. Na klatce powitały go smakowite zapachy, ale zorientował się, że to od dentysty. Pobiegł na górę. Wszedł do mieszkania podśpiewując.
-Geralcie- zawołała Jekaterina z kuchni- szybko bo Ci wystygnie!
Geralt w podskokach znalazł się w kuchni, gdzie zastał ni mniej ni więcej, ale miskę zupki chińskiej. Od tamtego czasu zarzucił pomysł obiadów domowych i regularnie szorował sedes szczoteczką Jekateriny.
Geral otrząsnął się z niemiłych wspomnień i wybrał numer Bohdana.
-Halo?- usłyszał ukochany głos.
-No cześć Bohdan, co porabiasz, masz czas pogadać?
-Spoko, jasne, że mam czas. A właśnie składam wieniec na trumnie a Ty?
Geralt zachichotał. "Cały Bohdan"-pomyślał z rozrzewnieniem.

Tymczasem Monica szykowała obiad. Jak zawsze miała złudzenia, że tym razem nie będzie smakował jak gówno. Usłyszała zgrzyt klucza w zamku, do mieszkania wtoczyła się Pyskacja ciągnąc na sobą koleżankę Karolę. Pyskacja weszła do swojego pokoju i zrzuciła z łóżka brudne ubrania i inne śmieci aby przygotować Karoli miejsce do siedzenia. Monica stanęła w drzwiach pokoju.
-Co tam?- spytała/
-Oj Monica daj mi kurwa spokój!!!- warknęła Pyskacja wściekle zrzucając buty.
-Nie zdała prawka- szepnęła Karola.
-Dlaczego nie zdałaś?
- Bo pomyliłam sie przy wsiadaniu- burknęła Pyskacja.
-To znaczy?- Monica na chuj drążyła temat.
-Wsiadłam na tylne siedzenie.
- Co?? Dlaczego?
- Bo tak chciałam! Weź się ode mnie odpierdol!
Monica załamała ręce i poszła przygotowywać obiad. Zbliżał się sylwester. Wstępnie zaprosiła kilka osób, zastanawiała się teraz co zaserwować, żeby a)było tanio b)wyglądało drogo c) było tanio. Jej rozmyślania przerwał telefon od Mauej.
-No hej!- zaskrzeczała Maua.
- No hej, myślę właśnie co zrobić na sylwestra...
-Słuchaj- zaczęła rzeczowo Maua- to musi być coś rozsądnego, nie ma co się wysilać...może ośmiorniczki w serowej tempurze?
Monica przeliczyła w myślach cenę dania i wiedziała już, że prędzej odetnie sobie palce niż to poda.
- Eeee, a słuchaj...chcieliśmy kupić jakiś drobiazg na urodziny Muffina, co byś nam doradziła?
- Ej, wystraczy, że nas zapraszacie, naprawdę nie musicie nic kupować.
-No ale jakiś drobiazg...wiesz, tak symbolicznie.
- Hm...no ale to naprawdę coś drobnego...może wielbłąda?
Monica niemal usłyszała dźwięk jej szczęki rozbijającej się o kuchenne płytki.

Sylwester nadszedł szybciej niż się spodziewali. Geralt zamówił bilet rok wcześniej, aby jechać za złotówkę. Wiedział czego się może spodziewać po imprezie u Ore Ore i nie chciał płacić za to więcej niż to konieczne. Pojawił się u Ore Ore po południu witany gromkimi brawami i okrzykami zadowolenia. Był niestety pierwszym gościem, co oznaczało pełny udział w przygotowaniach. Na dzień dobry został obdarowany też saszetką Colonu C i gazetą Metro. Pyskacja siedziała w pokoju, ale wychodziła co chwila, szła w stronę lustra, wracała, powtarzała ten manewr trzy razy i zamykała się w pokoju. Cykl rozpoczynał się od nowa co kilka minut. Monica uwijała się jak w ukropie. Jedną ręką kroiła parówki, drugą gotowała makaron a stopą mieszała bigos. Dzianni stał przed lustrem i poprawiał pojedyncze kosmyki psiukając co chwila lakierem, p chwili całe mieszkanie tonęło w oparach Taftu Zajebisty Look.
-Uprasowałaś mi koszulę z żorżety?-krzyknął w stronę żony.
Monica mruknęła i starała się zębami chwycić sznur żelazka. Piotrek ulitował się nad ciemiężoną Monicą i zabrał się za prasowanie koszuli Dzianniego. Była ona majstersztykiem brudasiej roboty. Błękitna żorżeta z wspaniałym żabotem i złoceniami na rękawach. Zabrał się beztrosko do prasowania nie bacząc na to z jak delikatną materią ma do czynienia i zaraz poniósł tego konsekwencję. Na jednej z falban żabotu pojawił się ślad po przypaleniu. Geralt nieco się przestraszył, ale postanowił udawać, że tak było. Oddał Dzianniemu koszulę a ten delikatnie zaczął ją nakładać. Gdy wszystkie guziczki były już idealnie zapięte, Dzianni przystąpił do wnikliwej analizy swego wyglądu. Geralt przygotowywał w tym czasie swoją słynną sałatkę z pietruszki. Sałatka składała się z pociętej natki doprawionej startym korzeniem i solą. Nagle usłyszeli krzyk Dzianniego.
-Co to kurwa ma być?!!
Dzianni wpadł do kuchni z wyrazem  weltschmerzu na twarzy pokazując malutkie przypalenie.
-Oj prawie nie widać- stwierdziła Monica.
-Prawie nie widać??! Oszalałaś? Mam pójść w spalonej koszuli? Może od razu worek założę! Po co włosy układałem, na co to wszystko pytam! W jaki celu?!! A komu to potrzebne?!!
- Super koszula kurwo!- wrzasnęła Monica przerywając płacze męża. Ten, jak zawsze, podkulił ogon i poszedł konstruować reaktor atomowy, nad którym pracował od kilku tygodni. Nadszedł wieczór i zaczęli schodzić się goście. A więc najpierw, w paradnym stroju, pojawiła się Pyskacja. Skrytykowała jedzenie przygotowane przez Monicę i została wysłana do Macro po napoje. Zabrzmiał kolejny dzwonek do drzwi. Monica poszła otworzyć.
-Aaaahaaaaa!!!! Zaparkowaliśmy tam bo Muffin nie mógł znaleźć innego miejsca!!! Ahahaaa tu mamy napoje włóż je do lodówki sałatka na stół ciasto pokroić udało się zaparkować czeeeeść Geralt a gdzie Pyska co Dzianni się stało że żorżeta nadpalona aaaa ona ci kazała no to wszystko wyjasnia gdzie whiskey muffin ty co pijesz gdzie cola no ja myślę!- rzekła na początek Maua i usadowiła siebie i męża na kanapie.
Po chwili pojawili się także Matez i Minia. Ich wygląd trochę zaskoczył pozostałych ponieważ Matez był w piżamie a Minia z wałkami na głowie. Mieli ze sobą plecaki i zaczęli się przygotowywać w łazience Ore a potem przystąpili do przygotowania jedzenia. W okolicach północy pojawili się dopiero w pokoju, gdzie w najlepsze trwało przyjęcie. cdn


wtorek, 4 marca 2014

Odcinek 14

Po jakże wyczerpujących wydarzeniach ostatnich dni, Geralt powrócił do pracy. Na razie turowskie zagrożenie minęło. Tego dnia, sekretariat odwiedziła dawna pracownica Kiczencja Płaszczak. Jak zawsze wpadła z hukiem i poczęła z zapamiętaniem czynić zamęt i chaos w życiu sekretariatu.
-Faktyko!-zaskrzeczała- jak mnie tu dawno nie było o jacież nie pitolę masakra! Macie tutaj foty z mojego wesela i dawać prezent skurwysyny.
Pracownicy sekretariatu rzeczywiście zakupili składkowy prezent dla Kiczencji. Były to urocze rękawice kuchenne z kwiatowym motywem. Uroczyście wręczyli je Kiczencji i łapczywie rzucili się do oglądania albumu. Wszyscy z wyjątkiem Geralta.
-Ale Geralt, dlaczego nie oglądasz moich zdjęć? Oglądaj moje zdjęcia. Dlaczego ich nie oglądasz?
-Bo mnie chuj obchodzą- Geralt starał się ważyć słowa- i tak wiem, że wyglądałaś jak biała buła.
Kiczencja roześmiała się promiennie a jej śmiech brzmiał niczym skrzypienie starych drzwi.
- A ty zawsze taki dowcipy Geruś!
"Ech...w tym własnie problem- pomyślał Geralt- jak żartuje to się obrażają a jak mówię serio to myślą, że żartuje...Gdzie popełniłem błąd?"
W czasie gdy pracownicy oglądali wymyślne pozy Kiczencji a Geralt zajął się pracą, Kiczencja kiwnęła lekko głową w stronę Wulewu i obie wyszły z pokoju.
Gdy oddaliły się od sekretariatu, Kiczencja chrumknęła z radości.
-Masz?
-Mam- odpowiedziała Wulewu z błyskiem w oku.
-Dawaj!- niecierpliwiła się Kiczi. Wulewu wręczyła jej reklamówkę wypełnioną pustymi opakowaniami po jogurtach i splątanymi sznurkami. Kiczencja popatrzyła ze zdziwieniem.
-Słuchaj Wulewu....nie uważam się za głupią, ale nie wiem po co mi to dajesz. I gdzie nagrania?
-No właśnie eeeee....yyy, ja używałam tego do podsłuchiwania.
- Tego?-spytała tępo Kiczencja ale za chwilę wzruszyła ramionami- Ok, zobaczę w domu co tam się nagrało. A teraz wracajmy, co prawda to stado baranów, ale mogą domyślić się, że spiskujemy.
Gdy szły do sekretariatu Kiczencja otrzymała smsa.
-Wygrałaś w naszym konkursie samochód marki  fakjubicz- odczytała głośno- hurraa!!!!! Hura Hura hura
Kiczencja rozpoczęła swój szalony taniec radości.
-Szybko- krzyknęła do Wuli- muszę sprawdzić jaki to samochód, nigdy o nim nie słyszałam! Hura!!!
Po czym Kiczencja pobiegła do wyjścia zapominając o swoim albumie. Anemietka tymczasem kończyła zamalowywanie na czarno zębów Kiczi na zdjęciach ślubnych. Wtem zjawił się kolejny gość-Rafał Wesołek, również były pracownik.
-Witam wszystkich. Chciałem uroczyście zaprosić was na moje zaślubiny z oblubienicą. Odbędą się dnia pańskiego w niedzielę o 11. Mam nadzieję, że przyjdziecie celebrować ze mną i świętą Karoliną początek naszej wspólnej drogi.
- Świętą?- zdziwiła się Wulewu, która nie znała Rafała.
Anemietka pospieszyła z wyjaśnieniem.
-Narzeczona Rafała została kanonizowana za życia.
-Zaiste- potwierdził Rafał- moja narzeczona została kanonizowana. Udowodniono, że doszło za jej sprawą do trzech ozdrowień i piętnastu cudów. Obcięła sobie też palca i przekazała jako relikwię.
Geralt westchnął. Czekało go kolejne wesele.

Geralt postanowił zaprosić jako osobę towarzyszącą  Halinę. Wybaczył jej tajemniczy zamach na jego i Pulpecji życie, wiedział też, że dla Haliny będzie to rzadka okazja do spotkania z ludźmi. Był litościwy i miłosierny. Pulpecja znienawidziła go za to i w odwecie zaprosiła Rapała Jusińskiego z Miasta Scyzoryków aby jej towarzyszył. Geralt nienawidził Rapała.
-"Punkt dla Ciebie tłuściochu-pomyślał uśmiechając się do Pulpecji.
Za chwilę pojawiła się Wulewu z Kryspinkiem i Anemietka. Ana była sama jeżeli nie liczyć śmiercionośnego chłodu, który towarzyszył jej zawsze i wszędzie.
Ślub Rafała i Karoliny odbywał się w katedrze a celebrowało go dwunastu biskupów i papież. Był to jeszcze czas pontyfikatu Benedykta XVI. Pan Młody klęczał u ołtarza z krzyżem na plecach a Panna Młoda sunęła ku niemu na klęczkach prowadzona przez swojego ojca, który był zresztą jednym z biskupów. Suknia Karoliny była zaiste godna świętej. Zamiast welonu miała oczywiście wielki drewniany krzyż  a biskup chłostał ją od czasu do czasu biczem. Młodzi klęknęli wreszcie razem przed ołtarzem. Papież wyszedł na ambonę.
-Ostatni raz- rzekł jak zawsze czystą polszczyzną- byłem tutaj w niemieckim mundurze ze swastyką. Strzelałem do Żydów a po maturze, o tam, za róg chodziliśmy na łapanki! Dziś jestem w papieżych sukmanach i mam zaszczyt połączyć te parę węzłem boskiej miłości. Pytam się was święta Karolino i Rafale czy wobec boga i kościoła przysięgacie płodzić dzieci, zwłaszcza te upośledzone, i zaludniać ziemię katolikami?
-Przysięgamy- zakrzyknęli chórem państwo młodzi.
- Na znak złożonej przysięgi wymieńcie się krzyżami!
Rafał zdjął swój krzyż i przekazując żonie szepnął z miłością:
-Oby cię lew zjadł jak pierwszych chrześcijan.
Wzruszona Karolina założyła Rafałowi swój krzyż ze słowami:
-Rafale, nie wiem czy mogę żądać dla ciebie takiej łaski, ale...oby cię ukrzyżowali!
Rafał zadrżał z tłumionego płaczu.
-Karolino....lepszej żony nie mogłem wymodlić!
-Zaiste- rzekł papież- chwalebne są wasze życzenia albowiem cierpienia uszlachetnia katolików, zwłaszcza cudze cierpienie. Przekażmy sobie znak cierpienia.
Słysząc te słowa ministranci pobiegli do zgromadzonych gości biczując ich a tych bardziej pobożnych sztyletując. Geralt był zadowolony, że siedział na końcu i oberwał tylko raz po plecach. Halina miała cztery pręgi na szyi, ale nie zważała na nie chlipiąc, tym razem ze wzruszenia.
Przyjęcie weselne odbywało się w salce katechetycznej katedry. Swym klimatem przypominało ślub a w menu był tylko chleb, wino i gąbki nasączone octem. Wszyscy siedzieli i konwersowali lub cicho modlili się, to było przeurocze wydarzenie. Nagle Halina wybuchnęła płaczem.
-Co się stało?-spytał przejęty Geralt.
-Zobaczyłam to dziecko- szlochając, wskazała na dziewczynkę bawiącą się z rówieśnikami- i przypomniało mi się, że niektóre dzieci jedzą mięso.
Geralt wzruszył jednym ramieniem gdyż na drugim ułożyła swą głowę Halina i poczęło wbijać żuchwę pod obojczyk Geralta. Na szczęście zaczęto już odprawiać tradycyjne gorzkie żale i Geralt udał się do swojego apartamentu. Tym razem nie odprowadzał Karoliny, która została jeszcze na przyjęciu z zamiarem flirtu z diakonami.
Następnego dnia Geralt szedł do pracy na lekkim kacu.
-"I po co mi to było- myślał- po co mieszałem wino z octem? Czy ja się nigdy nie nauczę"
Gdy wszedł do biura, Pulpecja stała przy kserokopiarce.
-Cześć, co tam?-zagadnął na tyle wesoło na ile pozwalał mu galopujący ból głowy.
Odpowiedziało mu tylko wściekłe spojrzenie i lodowate milczenie Pulpecji. Geralt zirytował się.
-Pulpa, o co ci  chodzi? Nic nie zrobiłem a ty się cały czas obrażasz.Wyjebać ci?
 Odpowiedź Pulpecji przerwało nadejście Anemietki. Tego dnia przedstawiała jeszcze bardziej żałosny widok niż zwykle gdyż przez całą twarz przebiegały dwie wyraźne pręgi po niedzielnym ślubie Rafała. Anemietka prezentowała dziś wyjątkowo interesującą stylizację. Na głowie miała czapkę uszankę. Chuda szyjka okręcona była szalem. Do tego polar, kamizelka, rękawiczki i buty śniegowce.
-I co teraz?-zapytała z satysfakcją- spróbujcie mnie zamrozić chujki.
Pulpecja uśmiechnęła się, podeszła do okna i spokojnie je otworzyła po czym spojrzała na Anę. Na rzęsach nieszczęsnej Anemietki zaczął pojawiać się szron, wydech zamienił się się w parę a  nos czerwieniał z każdą sekundą.
-Dobra-wrzasnęła Ana-poddaje się! Nienawidzę was!
Po chwili zorientowała się, że jej anemiczne krzyki nie działają i schowała dumę do kieszeni.A, przepraszam drogi czytelniku. Ana nie miała dumny. Straciła ją rozwodząc się i wracając z podkulonym ogonem do matki, która powitała ją słowami: "A nie mówiłam". W każdym razie zreflektowała się i wyrzekła pokornie:
-Pulpecjo Mumin, zamknij okno.
Pulpecja z krzywym uśmieszkiem zamknęła. Ana postanowiła odbić sobie mszcząc się na Kiczencji. Chciała wymyślić zemstę na miarę konia trojańskiego, ale była dziś nieco zaniepokojona. Oksanuśka spędzała dzień ze swoim ojcem, który nie słynął z odpowiedzialności.Nagle usłyszała dzwonek swojego telefonu. Obcy numer.
-Halo?- spytała pełna złych przeczuć.
- Pani Anemietka Paczkarek?
-Tak, przy telefonie.
- Jestem pracownicą zoo. Pani mąż..
-To nie jest mój mąż- krzyknęła oburzona Ana.
- Ach...przepraszam. W każdym razie ojciec pani dziecka był dziś u nas z Oksaną i włożył ją do klatki niedźwiedzia chcąc zrobić zdjęcie. Na szczęście ten był najedzony, więc pani córce nic się nie stało.
Ana opadła na krzesło.
-Gdzie ona teraz jest?- spytała słabo.
- Została odebrana przez pani rodziców.
- Bogu dzięki. Do widzenia.
- Do widzenia- pracownica zoo się rozłączyła.
Ana siedziała jeszcze chwilę bez ruchu po czym postanowiła wykorzystać sytuację.
-Aaaa..aaaa..ałaaaa-zaczęła jęczeć.
- Co ci?-spytał Geralt bardziej z przyzwyczajenia niż z troski.
-Aaaa...ałaaaaa....mam ból dupy...ałaaaa..idę na L4.
To powiedziawszy, Ana koślawo wyszła z sekretariatu.
-Co za dziwka! Znów będę za nią zapierdalał- wściekł się Geralt. Do pokoju wpadła spóźniona jak nigdy Wulewu. Miała podkrążone powieki i zaczerwienione oczy.
-Cesc- wychrypiała.
- A Ty co? Na seks telefonie nocami robisz?-spytała Pulpecja bezceremonialnie.
Wulewu stanęła jak wryta. Przyszło straszne przypuszczenie, że skoro ona podsłuchiwała to może i sama była podsłuchiwana. Zaczęła skrupulatnie oglądać wszystkie przedmioty na biurku i pod nim. Chwilowo niczego nie znalazła ale postanowiła być czujna. Pulpa miała rację. Dzięki pieniądzom od Kiczencji zakupiła system do domowej pracy i miała za sobą pierwszą noc. Z satysfakcją stwierdziła, że nie wyszła z wprawy. Tylko jedna rozmowa sprawiła jej nieco trudności, najwyraźniej po drugiej stronie był ktoś upośledzony bo co chwila popiskiwał "O chuj w cycki!" i kazał mówić do siebie Fabiano. Poza tym jednak praca przebiegała na ogół przyjemnie. Kryspinek również był zadowolony, że żona zaczęła zarabiać sensowne pieniądze. Nic dziwnego, że Wulewu tryskała szczęściem. Niestety nie spodobało się to Pulpecji.
-Wule!- krzyknęła.
-Co tam Pulpisiu?
-Nie podoba mi się twój ryj.
Wulewu spuściła wzrok i zachlipała cicho.
-Przepraszam..
-Wypierdalaj się pomalować i to już!
- Dobrze- szepnęła Wule i już jej nie było.
"Co za dzień"- pomyślał Geralt. Już był wyczerpany. Spojrzał na zegarek i zapłakał. Była dopiero 11.



poniedziałek, 3 marca 2014

Odcinek 13

Pomimo płaczów i jęków Monici, zdecydowali się udać na konną przejażdżkę. Monica wzięła ze sobą gaz pieprzowy do obrony przed koniem i ewentualnie dzikami. Usadzona na koniu przez koniuszego Piertuszkę, w majestacie i z godnością pokłusowała w stronę lasów. Jechali przez dziewicze ostępy puszczy okrzejskiej już kilka godzin. Gerlat znał te okolice jak własną kieszeń więc nie obawiali się zabłądzić (naiwni). Monica po pewnym czasie zasmakowała w tej ziemiańskiej rozrywce. Dzianni zdobył dla niej patyk z zaokrągloną końcem, którym wymachiwała jak buławą pokrzykując.
-Zaanektujemy Ukrainę! Ukraińców pogonimy za Dniepr! A po Białorusinach będziemy wsiadać na konie!
-Ale ty jesteś nudna- stwierdziła Minia ze złością.
-Zaanektujemy Ukrainę powiedziałam!!!- ryknęła Monica w jej stronę wymachując buławą z większą zaciętością. 
Geralt jechał na końcu z kilku powodów. Po pierwsze starał się nadzorować wycieczkę jako odpowiedzialny gospodarz. Po drugie, dostał chabetę zamiast arabskiego rumaka. Po trzecie, zgubił się już 5 kilometrów wcześniej, ale nie chciał niepokoić przyjaciół. Na czele, lekkim kłusem i trzymając się za ręce, jechali Matez i Dzianni. Rozglądali się dookoła wdychając zapach igliwia i ciesząc uszy trelem leśnych ptaszyn.
-Czyż to nie cudowne?- pytał Matez przyjaciela. 
- Łełe- odpowiadał wzruszony Dzianni.
Jeszcze kilka lat wcześniej nikt nie przypuszczał, że tych dwóch się zaprzyjaźni. Dzianni padał ofiarą rasistowskich ataków ze strony Mateza i Geralta, ale nie zdawał sobie z tego sprawy i być może swoją prostodusznością zdobył ich serca.
Minia co prawda zarzuciła Monice, że ta jest nudna, ale nie przeszkadzało jej to w opowiadaniu Monice o milionie spraw, którymi aktualnie Minia była zaabsorbowana. Monica rzucała Geraltowi rozpaczliwe spojrzenia, ale ten ignorował je starają się znaleźć drogę powrotną i wyprowadzić naszych wędrowców z leśnej kniei. . Wtem zadzwonił jego telefon.
-Haaaaalo?
- Hej, co robisz?- szczebiot Pulpecji działał mu na nerwy i nie inaczej było tym razem.
- Siedzę na koniu odpowiedział zgaszony.
- Ty zawsze kurwa musisz sobie robić żarty?!!- wrzasnęła Pulpecja tak głośno, że Geralt musiał odsunąć słuchawkę od ucha w obawie o swoje bębenki słuchowe- na jakim koniu??? Geralt! Spójrz na telefon a teraz na siebie! Co widzisz? Pytam co widzisz!!!! Widzisz pajaca, który cały czas sobie ze mnie kpi!!
- Jak mogę spojrzeć na siebie jak nie mam lusterka- zauważył trzeźwo Geralt.
Pulpecja nie zdążyła już odpowiedzieć, bo słuchawkę Geralta przejęła rozwścieczona Monica.
-Słuchaj Pulpa- zaczęła zimnym tonem- jedziemy na koniach i mamy w dupie twoje żale! Geralt musi teraz poświęcić nam uwagę więc usadź swoje grube dupsko na wersalce i się od nas odpierdol.
- Ty szmato- wrzasnęła Pulpecja- co cię to obchodzi! To moja sprawa!
-Właśnie, że mnie obchodzi tłuściochu! Zamknij mordę bo cię zdzielę hetmańską buławą i wysiedlę za miedzę- syknęła Monica  z satysfakcją. Lubiła jak ktoś inny był grubszy od niej ale jeszcze bardziej lubiła znać słabe punkty przeciwnika i bezlitośnie to wykorzystywała.
Pulpecja zaniosła się szlochem i przerwała połączenie. Monica kochała angażować się w różnego rodzaju kłótnie i spory (zwłaszcza te internetowe) i zawsze robiła to z nieadekwatną siłą. tym razem także przesadziła i już chwilę po rozłączeniu się z Pulpecją przyszła refleksja.
-Po co ja znów to zrobiłam- załkała- dlaczego zawsze muszę się w to wpakować?!Why why why?
- Because you 're damn, that's why- Minia i tym razem nie zawiodła.
Na szczęście napotkali jakiegoś wędrowca.
-Dziadu,  nie wiesz jak dojechać do Okrzejowa?- spytał uprzejmie Geralt.
- Prosto Panie, prosto!- zakrzyknął wędrowiec. Monica rzuciła mu kilka ziaren prosa, które zostały przyjęte z wielką wdzięcznością a przyjaciele galopem rzucili się we wskazanym kierunku. Rzeczywiście po kilkunastu minutach wjechali w granice hacjendy.
Wieczorem odbyło się przyjęcie na świeżym powietrzu. Nieoczekiwanie, największą atrakcją stał się Marianek-synek jednej ze służących.  Przyjaciele podawali go sobie z rąk do rąk przytulając, robiąc pamiątkowe zdjęcia lub podrzucając w powietrzu. Marianek również był zadowolony mogąc nasycić się resztkami z pańskiego stołu.
Nazajutrz ruszyli w drogę. Ore Ore, niepomni doświadczeń, postanowili za radą Mateza jechać nieco inną drogą dzięki czemu byli w WUM (Wieś Udająca Miasto) dwie godziny później i przejechali trasę o 115 km dłuższą. Pomstując na czym ziemia stoi zajechali do swej siedziby.
Geralt starał się tymczasem ogarnąć dom po wizycie przyjaciół. Nie było to łatwe. Stosunkowo najmniej kłopotów sprawiał Matez. Co innego Dzianni, który nie tylko kategorycznie odmówił  wzięcia prysznica i zażyczył sobie przygotowywania mu kąpieli, to jeszcze żądał dla siebie specjalnego menu...kucharki musiały przygotować dla niego wszystkie potrawy (łącznie z dziczyzną) w wersji wegańskiej. Geralt był zmęczony. Położył się na łożu i pstryknął dwukrotnie palcami. Służąca przybiegał w te pędy i włączyła ostatni koncert Cygadytki. Odpoczynek przerwało nadejście Maryjanny.
-Geralciku, mam złe wieści.
- Co jest?- spytał szybko Geralt.
- Twój szwagier pożyczył sobie twoją klacz i pojechał nią do sklepu..
-Co kurwa? Pożyczył bez pytania Semiramidę???
Semiramida była piękną klaczą arabskiej krwi i karego umaszczenia. Koń był darem od sułtana tureckiego a Geralt otrzymał go od swej najstarszej siostry, która wyszła za mąż za księcia grudziądzkiego i mieszkała obecnie w posiadłości Kotlowskich.  Geralt uwielbiał odbywać na Semiramidzie wieczorne przejażdżki po lesie. Była dumą hodowli Ciotków.
-Co za idiota!- zżymał się- a odstawił ją do stajni chociaż?
- No właśnie tu jest problem..Nie wiem jak ci to powiedzieć...ktoś ukradł Semiramidę, Świrek pobiegł od razu do garnizonu ORMO, wszczęli poszukiwania ale odnaleźli tylko kopyta- to mówiąc matka położyła na łóżku Geralta cztery końskie kopyta. Geralt zapłakał rzewnie.
-Nie płacz synu- rzekła pocieszająco matka- nie przystoi płakać następcy tronu okrzejskiego.
-To Mirek jest następcą - Geralt przypomniał gorzko o swoim najstarszym bracie.
-A no tak- zgodziła sie Maryjanna- no to płacz.

Geralt pojawił się na kolacji w wisielczym nastroju. Usiadł po prawicy swego ojca. Świrek siedział po przeciwnej stronie stołu hardo patrząc na Geralta. Lela zapragnęła załagodzić sytuację. Wstała i podeszła do brata.
-Geruś...co prawda nie udało się uratować Semiramidy...ale postanowiliśmy wynagrodzić ci tę stratę..Może nie zastąpi ci to w zupełności konia, ale niech będzie pocieszeniem- rzekła Lela wręczając Geraltowi najlepsze końskie salami jakie znalazła w sklepie, gdzie była zarządcą.
Jagna, bratowa Geralta, parsknęła śmiechem.
-Doceń ten akt pojednania Geralcie- rzuciła ironicznie po czym dała swej rodzinie (mężowi i dwóm synom) sygnał do jedzenia- Żreć!

niedziela, 2 marca 2014

Odcinek 12

Nasi bohaterowie zapakowani do ore limuzyny planowali początkowo wrócić do swych domów ale zaraz po wyjeździe z Zadupia otrzymali telefon od komendanta Borowicza, który oznajmił im, że dostał cynk od niejakiego  Tutki, iż Turo może zaatakować siedzibę Mateza lub Ore Ore-Cweliśniak.  Po krótkiej naradzie zdecydowali się udać do Okrzejowa, gdzie znajdowała się hacjenda rodziny Ciotków. Posiadłość ukryta była w lesie i  otoczona przez nieprzyjazne obcym plemiona Pietruszków więc wydawała się idealnym miejscem schronienia. Matez nalegał by udali się tam trasą przez Międzymorze Podlaskie, ale Ore Ore nie byli w ciemię bici i wyśmiali Mateza. Zdecydowano więc, że Matez i Minia pojadą autostopem do Międzymorza, Geralt pociągiem do Okrzejowa by przygotować wszystko na przybycie szanownych gości a Ore Ore udadzą się do swojego mieszkania po lakier do włosów, którego Dzianni zapomniał z Zadupia. Przyjaciele uściskali się na pożegnanie obiecując solennie, że spotkają się za kilka godzin u Ciotków.
Minia i Matez udali się na pobocze by złapać okazję do Międzymorza. Początkowo nie tracili nadziei, że stanie się to szybko, ale po 2h zdecydowali się przenieść na główną drogę.
-Mówiłam ci Matez, że na polnych drogach to się nie uda.
-Oj Minia, ale czego ty jesteś taki ciapciak? Przynajmniej mogliśmy nowych ludzi poznać i tak było bardziej alternatywnie.
Szczęście im jednak dopisało bo wkrótce zatrzymał się obok nich tir, do którego ochoczo wskoczyli.
Monica i Dzianni wpadli do mieszkania jak burza. Chcieli szybko spakować kilka drobiazgów i ruszyć w drogę, u kresu której czekało ich darmowe jedzenie,  ale ujrzeli siedzącą na łóżku, zapłakaną Pyskację. Obok niej siedziała jej dawna przyjaciółka Fufa.
-Co się stało?!-zakrzyknęła Monica.
Pyskacja podniosła zapłakaną twarz i wtedy ujrzeli na jej twarzy wielki tatuaż.
- Co to kurwa ma być?!!- wrzeszczała Monica.
-To nie moja wina!-chlipnęła Pyskacja- kupowałam wędlinę w stonce i pisałam smsa, podbiegł do mnie jakiś koleś, wyrwał mi telefon i zanim zdążyłam się obejrzeć wytatuował mi na twarzy wielkiego królika a potem zrobił trzy salta, wybił szybę w stokrotkowych drzwiach, wypuścił dwa kuliste pioruny i uciekł z moim telefonem!
Fufa kiwała potakująco głową jedząc  w tym czasie kebaba. Nagle zaprzestała konsumpcji.
-Dobre, ale klajstruje mordę!- stwierdziła i rzuciła kebabem o ścianę. Pokój Pyskacji rzeczywiście przypominał śmietnik, więc nie było znaczenia gdzie wyrzuca się resztki jedzenia.
Monica zmarszczyła brwi.
-Zaraz...coś mi się w twojej historii nie zgadza...Przecież w stonce nie ma wędliny!
-Daj mi spokój- zapłakała Pyskacja- no to może ser kupowałam!
Monica westchnęła głęboko i poszła zadzwonić do kosmetyczki, która będzie w stanie usunąć tatuaż z twarzy Pyskacji. Wiedziała, że w przeciwnym razie zostanie ukarana przez rodziców za niedopilnowanie siostry. W tym czasie Fufa rozglądała się po pokoju. Nagle złapała do ręki jedną z podkolanówek poniewierających się po pokoju.
-Ej! To chyba moja!! Ukradłaś mi- krzyknęła oburzona Fufa do Pyskacji.
Dzianni, który układał w tym czasie włosy, spojrzał zaskoczony na trzymaną przez Fufę podkolanówkę, którą ta zapamiętale wymachiwała.
-Przecież to moje- stwierdził zaskoczony.
Fufa w tym czasie przyjrzała się podkolanówce i odkryła, że rzeczywiście, jest na niej napisane małymi, złotymi literkami "Dzianni". Tym samym konflikt został zażegnany a Ore Ore wyruszyli do Okrzejowa. Wiedzieli, że Matez już tam jest bezpieczny i to dodawało im skrzydeł a ich limuzynie koni mechanicznych.
Po godzinnej jeździe wjechali w bramę hacjendy. Zajechali z rozmachem trąbiąc po drodze. W drzwiach wejściowych, które ozdobione były malowniczymi gzymsami, stała cała rodzina Ciotków: na czele Maryjanna, głowa domu. Trzymała w ręku tacę z chlebem i dwoma kieliszkami wódki. Obok niej, z lewej strony stał mąż, cichy i spokojny. Strona prawa zajęta była przez Geralta i jego siostrę Ronę. Zza Rony wychylała się głowa jej męża Koralika, który z namaszczeniem jadł chleb razowy z chlebem pszennym i domieszką grahama. Troszkę  z tyłu trzymała się rodzina Kopalskich, czyli starsza córka Maryjanny- Lela z dwójką dzieci (brakowało tylko jej męża, którego na czas uroczystości przywiązano łańcuchem na podwórzu) Gdy tylko Ore Ore wysiedli z limuzyny, Geralt pstryknął palcami i zza szergegu wyskoczyła córka Leli- Hana Montana, która dygnęła ładnie i rozpoczęła śpiew powitalny:
"Dzień - wspomnienie lata 
Dzień - słoneczne ćmy (aha)
Nagle w tłumie w samym środku miasta 
Ty po prostu ty "
-Wspaniale- mruknął Dzianni- lubię Marylę Rodowicz.
Monia spojrzała na niego z pogardą, ale nie mogła teraz go strofować, nie w czasie uroczystości powitalnych na ich cześć. Podeszli oboje do Maryjanny, uskubnęli chleba, wypili wódkę i przy wiwatach rzucili kieliszki za siebie. Następnie Geralt, gnąc się w ukłonach odezwał się w te słowa:
-Zapraszam na piano nobile.
Monia wiedziała, że to przytyk do Dzianniego, który znał tylko język polski i tylko na średnim poziomie.
-Piano nobile- wytłumaczyła mężowi Monica- to łełe łe łe, po polsku najwyższe piętro.
Po chwili zasiedli przy stole wraz z całą rodziną. Służba biegała wokół nich donosząc coraz to nowe potrawy i napoje. Pieczone gołąbki, marynowane strzępiele, nadziewane kuropatwy, dzik z rożna, marmolada z pigwy i cztery rodzaje miodów pitnych to tylko część przygotowanych na przybycie gości smakołyków. Co prawda nie podano sztućców, ale nasi bohaterowie poradzili sobie palcami. Początkowo Monica chciała zaprotestować, zwłaszcza, że brak specjalnego wiedelca do jedzenie kuropatwy utrudniał jej konsumpcję tej delicji, ale została zgromiona wzrokiem przez Mateza. Najszczęśliwszy był Dzianni, który przypomniał sobie beztroskie czasy taborów. Po obiedzie mieli udać się na konną przejażdżkę toteż pojawiła się służąca z informacją, że koniuszy przygotował 4 rumaki i jedną chabetę.
-Geralt- zagaił Matez- a dlaczego Twój koniuszy z nami nie usiądzie? Mój koniuszy by od razu z nami usiadł i zagadał. A co z ochmistrzynią? Dlaczego nie klapnie na tyłek?
Geralt strapił się, że jego koniuszy i ochmistrzyni nie są zbyt towarzyscy, ale zaraz wszyscy wyszli na zewnątrz by odbyć obiecaną przejażdżkę. Na widok pięciu koni Monica stanęła jak wryta.
-Co to ma być- jęknęła.
-Konie- odrzekła Minia- to ssaki parzystokopytne, udomowione przez człowieka, jedzą głównie owies i..
-Zamknij się Flaczek- Matez jak zawsze się nie pierdolił.
-Myślałam, że macie na myśli konie mechaniczne!! Ja nie wsiądę na konie- piekliła się Monica- to potwory, boję się!!
Hana Montana popatrzyła z pogardą na Monicę.
-Dupka - wyrzekła dziewczynka i zabrzmiało to jak wyrok.