-Zaanektujemy Ukrainę! Ukraińców pogonimy za Dniepr! A po Białorusinach będziemy wsiadać na konie!
-Ale ty jesteś nudna- stwierdziła Minia ze złością.
-Zaanektujemy Ukrainę powiedziałam!!!- ryknęła Monica w jej stronę wymachując buławą z większą zaciętością.
Geralt jechał na końcu z kilku powodów. Po pierwsze starał się nadzorować wycieczkę jako odpowiedzialny gospodarz. Po drugie, dostał chabetę zamiast arabskiego rumaka. Po trzecie, zgubił się już 5 kilometrów wcześniej, ale nie chciał niepokoić przyjaciół. Na czele, lekkim kłusem i trzymając się za ręce, jechali Matez i Dzianni. Rozglądali się dookoła wdychając zapach igliwia i ciesząc uszy trelem leśnych ptaszyn.
-Czyż to nie cudowne?- pytał Matez przyjaciela.
- Łełe- odpowiadał wzruszony Dzianni.
Jeszcze kilka lat wcześniej nikt nie przypuszczał, że tych dwóch się zaprzyjaźni. Dzianni padał ofiarą rasistowskich ataków ze strony Mateza i Geralta, ale nie zdawał sobie z tego sprawy i być może swoją prostodusznością zdobył ich serca.
Minia co prawda zarzuciła Monice, że ta jest nudna, ale nie przeszkadzało jej to w opowiadaniu Monice o milionie spraw, którymi aktualnie Minia była zaabsorbowana. Monica rzucała Geraltowi rozpaczliwe spojrzenia, ale ten ignorował je starają się znaleźć drogę powrotną i wyprowadzić naszych wędrowców z leśnej kniei. . Wtem zadzwonił jego telefon.
-Haaaaalo?
- Hej, co robisz?- szczebiot Pulpecji działał mu na nerwy i nie inaczej było tym razem.
- Siedzę na koniu odpowiedział zgaszony.
- Ty zawsze kurwa musisz sobie robić żarty?!!- wrzasnęła Pulpecja tak głośno, że Geralt musiał odsunąć słuchawkę od ucha w obawie o swoje bębenki słuchowe- na jakim koniu??? Geralt! Spójrz na telefon a teraz na siebie! Co widzisz? Pytam co widzisz!!!! Widzisz pajaca, który cały czas sobie ze mnie kpi!!
- Jak mogę spojrzeć na siebie jak nie mam lusterka- zauważył trzeźwo Geralt.
Pulpecja nie zdążyła już odpowiedzieć, bo słuchawkę Geralta przejęła rozwścieczona Monica.
- Jak mogę spojrzeć na siebie jak nie mam lusterka- zauważył trzeźwo Geralt.
Pulpecja nie zdążyła już odpowiedzieć, bo słuchawkę Geralta przejęła rozwścieczona Monica.
-Słuchaj Pulpa- zaczęła zimnym tonem- jedziemy na koniach i mamy w dupie twoje żale! Geralt musi teraz poświęcić nam uwagę więc usadź swoje grube dupsko na wersalce i się od nas odpierdol.
- Ty szmato- wrzasnęła Pulpecja- co cię to obchodzi! To moja sprawa!
-Właśnie, że mnie obchodzi tłuściochu! Zamknij mordę bo cię zdzielę hetmańską buławą i wysiedlę za miedzę- syknęła Monica z satysfakcją. Lubiła jak ktoś inny był grubszy od niej ale jeszcze bardziej lubiła znać słabe punkty przeciwnika i bezlitośnie to wykorzystywała.
Pulpecja zaniosła się szlochem i przerwała połączenie. Monica kochała angażować się w różnego rodzaju kłótnie i spory (zwłaszcza te internetowe) i zawsze robiła to z nieadekwatną siłą. tym razem także przesadziła i już chwilę po rozłączeniu się z Pulpecją przyszła refleksja.
-Po co ja znów to zrobiłam- załkała- dlaczego zawsze muszę się w to wpakować?!Why why why?
- Because you 're damn, that's why- Minia i tym razem nie zawiodła.
Na szczęście napotkali jakiegoś wędrowca.
-Dziadu, nie wiesz jak dojechać do Okrzejowa?- spytał uprzejmie Geralt.
- Prosto Panie, prosto!- zakrzyknął wędrowiec. Monica rzuciła mu kilka ziaren prosa, które zostały przyjęte z wielką wdzięcznością a przyjaciele galopem rzucili się we wskazanym kierunku. Rzeczywiście po kilkunastu minutach wjechali w granice hacjendy.
Wieczorem odbyło się przyjęcie na świeżym powietrzu. Nieoczekiwanie, największą atrakcją stał się Marianek-synek jednej ze służących. Przyjaciele podawali go sobie z rąk do rąk przytulając, robiąc pamiątkowe zdjęcia lub podrzucając w powietrzu. Marianek również był zadowolony mogąc nasycić się resztkami z pańskiego stołu.
Nazajutrz ruszyli w drogę. Ore Ore, niepomni doświadczeń, postanowili za radą Mateza jechać nieco inną drogą dzięki czemu byli w WUM (Wieś Udająca Miasto) dwie godziny później i przejechali trasę o 115 km dłuższą. Pomstując na czym ziemia stoi zajechali do swej siedziby.
Geralt starał się tymczasem ogarnąć dom po wizycie przyjaciół. Nie było to łatwe. Stosunkowo najmniej kłopotów sprawiał Matez. Co innego Dzianni, który nie tylko kategorycznie odmówił wzięcia prysznica i zażyczył sobie przygotowywania mu kąpieli, to jeszcze żądał dla siebie specjalnego menu...kucharki musiały przygotować dla niego wszystkie potrawy (łącznie z dziczyzną) w wersji wegańskiej. Geralt był zmęczony. Położył się na łożu i pstryknął dwukrotnie palcami. Służąca przybiegał w te pędy i włączyła ostatni koncert Cygadytki. Odpoczynek przerwało nadejście Maryjanny.
-Geralciku, mam złe wieści.
- Co jest?- spytał szybko Geralt.
- Twój szwagier pożyczył sobie twoją klacz i pojechał nią do sklepu..
-Co kurwa? Pożyczył bez pytania Semiramidę???
Semiramida była piękną klaczą arabskiej krwi i karego umaszczenia. Koń był darem od sułtana tureckiego a Geralt otrzymał go od swej najstarszej siostry, która wyszła za mąż za księcia grudziądzkiego i mieszkała obecnie w posiadłości Kotlowskich. Geralt uwielbiał odbywać na Semiramidzie wieczorne przejażdżki po lesie. Była dumą hodowli Ciotków.
-Co za idiota!- zżymał się- a odstawił ją do stajni chociaż?
- No właśnie tu jest problem..Nie wiem jak ci to powiedzieć...ktoś ukradł Semiramidę, Świrek pobiegł od razu do garnizonu ORMO, wszczęli poszukiwania ale odnaleźli tylko kopyta- to mówiąc matka położyła na łóżku Geralta cztery końskie kopyta. Geralt zapłakał rzewnie.
-Nie płacz synu- rzekła pocieszająco matka- nie przystoi płakać następcy tronu okrzejskiego.
-To Mirek jest następcą - Geralt przypomniał gorzko o swoim najstarszym bracie.
-A no tak- zgodziła sie Maryjanna- no to płacz.
Geralt pojawił się na kolacji w wisielczym nastroju. Usiadł po prawicy swego ojca. Świrek siedział po przeciwnej stronie stołu hardo patrząc na Geralta. Lela zapragnęła załagodzić sytuację. Wstała i podeszła do brata.
-Geruś...co prawda nie udało się uratować Semiramidy...ale postanowiliśmy wynagrodzić ci tę stratę..Może nie zastąpi ci to w zupełności konia, ale niech będzie pocieszeniem- rzekła Lela wręczając Geraltowi najlepsze końskie salami jakie znalazła w sklepie, gdzie była zarządcą.
Jagna, bratowa Geralta, parsknęła śmiechem.
-Doceń ten akt pojednania Geralcie- rzuciła ironicznie po czym dała swej rodzinie (mężowi i dwóm synom) sygnał do jedzenia- Żreć!
- Because you 're damn, that's why- Minia i tym razem nie zawiodła.
Na szczęście napotkali jakiegoś wędrowca.
-Dziadu, nie wiesz jak dojechać do Okrzejowa?- spytał uprzejmie Geralt.
- Prosto Panie, prosto!- zakrzyknął wędrowiec. Monica rzuciła mu kilka ziaren prosa, które zostały przyjęte z wielką wdzięcznością a przyjaciele galopem rzucili się we wskazanym kierunku. Rzeczywiście po kilkunastu minutach wjechali w granice hacjendy.
Wieczorem odbyło się przyjęcie na świeżym powietrzu. Nieoczekiwanie, największą atrakcją stał się Marianek-synek jednej ze służących. Przyjaciele podawali go sobie z rąk do rąk przytulając, robiąc pamiątkowe zdjęcia lub podrzucając w powietrzu. Marianek również był zadowolony mogąc nasycić się resztkami z pańskiego stołu.
Nazajutrz ruszyli w drogę. Ore Ore, niepomni doświadczeń, postanowili za radą Mateza jechać nieco inną drogą dzięki czemu byli w WUM (Wieś Udająca Miasto) dwie godziny później i przejechali trasę o 115 km dłuższą. Pomstując na czym ziemia stoi zajechali do swej siedziby.
Geralt starał się tymczasem ogarnąć dom po wizycie przyjaciół. Nie było to łatwe. Stosunkowo najmniej kłopotów sprawiał Matez. Co innego Dzianni, który nie tylko kategorycznie odmówił wzięcia prysznica i zażyczył sobie przygotowywania mu kąpieli, to jeszcze żądał dla siebie specjalnego menu...kucharki musiały przygotować dla niego wszystkie potrawy (łącznie z dziczyzną) w wersji wegańskiej. Geralt był zmęczony. Położył się na łożu i pstryknął dwukrotnie palcami. Służąca przybiegał w te pędy i włączyła ostatni koncert Cygadytki. Odpoczynek przerwało nadejście Maryjanny.
-Geralciku, mam złe wieści.
- Co jest?- spytał szybko Geralt.
- Twój szwagier pożyczył sobie twoją klacz i pojechał nią do sklepu..
-Co kurwa? Pożyczył bez pytania Semiramidę???
Semiramida była piękną klaczą arabskiej krwi i karego umaszczenia. Koń był darem od sułtana tureckiego a Geralt otrzymał go od swej najstarszej siostry, która wyszła za mąż za księcia grudziądzkiego i mieszkała obecnie w posiadłości Kotlowskich. Geralt uwielbiał odbywać na Semiramidzie wieczorne przejażdżki po lesie. Była dumą hodowli Ciotków.
-Co za idiota!- zżymał się- a odstawił ją do stajni chociaż?
- No właśnie tu jest problem..Nie wiem jak ci to powiedzieć...ktoś ukradł Semiramidę, Świrek pobiegł od razu do garnizonu ORMO, wszczęli poszukiwania ale odnaleźli tylko kopyta- to mówiąc matka położyła na łóżku Geralta cztery końskie kopyta. Geralt zapłakał rzewnie.
-Nie płacz synu- rzekła pocieszająco matka- nie przystoi płakać następcy tronu okrzejskiego.
-To Mirek jest następcą - Geralt przypomniał gorzko o swoim najstarszym bracie.
-A no tak- zgodziła sie Maryjanna- no to płacz.
Geralt pojawił się na kolacji w wisielczym nastroju. Usiadł po prawicy swego ojca. Świrek siedział po przeciwnej stronie stołu hardo patrząc na Geralta. Lela zapragnęła załagodzić sytuację. Wstała i podeszła do brata.
-Geruś...co prawda nie udało się uratować Semiramidy...ale postanowiliśmy wynagrodzić ci tę stratę..Może nie zastąpi ci to w zupełności konia, ale niech będzie pocieszeniem- rzekła Lela wręczając Geraltowi najlepsze końskie salami jakie znalazła w sklepie, gdzie była zarządcą.
Jagna, bratowa Geralta, parsknęła śmiechem.
-Doceń ten akt pojednania Geralcie- rzuciła ironicznie po czym dała swej rodzinie (mężowi i dwóm synom) sygnał do jedzenia- Żreć!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz