Pojawiali się też kolejni goście. Przyjęcie z okazji sylwestra miało być połączone z przyjęciem urodzinowym Dzianniego, które co prawda wypadało w marcu, ale Ore Ore nie byliby sobą jakby nie próbowali oszczędzić i upiec dwóch pieczeni przy jednym (najlepiej cudzym) ogniu. Gospodarze powitali własnie Michaela i Petro, dwóch gejów, którzy udawali super heteryków a potem kradli sobie pocałunki po kątach. Monica zaprosiła też Halinę, która o dziwo przyjęła zaproszenie i wtoczyła się do mieszkania razem z prezentem i sałatką. Zaraz po niej zjawił się Matez (tym razem sam), Bohdan i Wuj z Klauduś. Wuj był ciotecznym bratem Monici. Chodził w dresach, a jego pasją była filozofia egzystencjalna i wypady na chuligańskie bijatyki. Klauduś była przemiła. Zdobyła sławę posiadaczki największych cycków, które były zarówno skarbem jak i przekleństwem. Kolorowy orszak zakończyła Sabcia.
-Heeej, gadka szmata teges szmeges!- rzekła do Dzianniego wręczając siatkę ugotowanego makaronu.
Wszyscy usiedli przy stole, alkohol lał się strumieniami, jedzenie było pochłanianie kilogramami, co sprawiło, że Monica szczerze żałowania swojego pomysłu reglamentacji żywności. Wraz z każdym wypitym kieliszkiem kraśniały lica, poprawiały się humory ale i odżywały animozje, tego wieczora dojdzie też do kilku kryzysów o czym jeszcze nasi bohaterowie nie wiedzieli. W tym momencie wszyscy byli zadowoleni i radośni. Maua jak zawsze popiskiwała chłeptając swoją łiski z kolą. Muffin również raczy się łiski i spacerował po mieszkaniu z wykrywaczem metali, co chwila triumfalnie wyciągając monetę spod dywanu. Matez siedział z założoną nogą i popijał wódkę co chwila robiąc z zaskoczenia zdjęcia. Posiadanie ojca z SB i dziadka z Wermachtu nie mogło pójść na marne. Miał dziś wyjątkowo designerską koszulę i plakietkę z tytułem naukowym na wszelki wypadek jakby ktoś zapomniał o tym, że dla niego, Mateza. pozostali obecni to niedouczone psy. Geralt jak zawsze jadł starając się unikać karcącego wzroku Monici. Specjalnie na tę okazję założył wielką muchę, która nieco przysłaniała mu twarz i utrudniała jedzenie, ale musiał pokazać wieśniakom jak się chodzi w stolicy. Michael i Petro jak zawsze obściskiwali się na kanapie udając, że się nie obściskują. Bohdan siedział przy komputerze na stronie starealejare.milf.com i przeglądał kolejne zdjęcia mrucząc: "poszłaby", "poszłaby bez całowania". Pyskacja siedziała jak nie ona, cicho słuchając innych i podśmiechując się pod wąsem, ewentualnie rzucając od czasu do czasu: "zamknij się ciotek". Po chwili zaczęła się zbierać do wyjścia.
- Gdzie ty właściwie idziesz?- spytała Monica.
- Do Karoliny- mruknęła cicho Pyskacja zakładając buty.
- Przecież Karolina pojechała do domu, tak wczoraj mówiłaś.
- Oj, ale do innej Karoliny.
- Do jakiej?
-Nie znasz.
- No to pytam do jakiej Karoliny idziesz?- Monica stała za założonymi rękami niczym mama nad zbuntowaną córką.
- Oj Monica, co ty chcesz! Poznałam ją jak kupowałam mięso na obiad.
- Przecież ty nie robisz obiadów!
- Ale kupowałam, weź się odpierdol!
- Dzwonię do mamy!
- Zaraz cię zabije motyką!- wrzasnęła Pyskacja chwytając nagle motykę. Tak, w jej pokoju było wszystko: ubrania, papiery, resztki jedzenia, brudne talerze, buty i nawet motyka.
Na takie dictum Monica się jak zawsze rozpłakała i uciekła do łazienki.
W tym czasie pozostali goście byli coraz bardziej pijani. Halina piła mało, obserwowała i czekała. Była niczym puma, która bezszelestnie krąży i szuka najsłabszej zwierzyny w stadzie. Spojrzała na Geralta, który niegdyś zawrócił jej w głowie, kupował malinowe lody, zaprosił do domu, oglądał z nią sukienki ślubne a następnie porzucił jak zepsuty kawałek tofu. Od lat planowała zemstę i wyczekiwała stosownego momentu. Nie udało jej się zarżnąć go nożem do sera razem z tą wywłoką Pulpecją, ale oto przyszła kryska na matyska lub koza do woza jak kto woli. Wiedziała, że w przypadku Geralta można trafić wszędzie przez żołądek. Przygotowała wyborną sałatkę ze strychniną, którą własnie Geralt się zajadał. Wiedziała, że inni również mogą się nią poczęstować, ale "gdzie drwa robią tam wióry lecą"-pomyślała. Tymczasem dalej lustrowała obecnych. Spodobał się jej Muffin, ale Maua nie wyglądała na kogoś z kim można zadzierać. Kręcone jak spirale włosy nadawały jej demoniczny wygląd a czerwone paznokcie nie zachęcały do konfrontacji. Potem zerknęła na Mateza, który obecnie pochłonięty był próbą umieszczenia aparatu pod spódnicą Klauduś...niestety, mimo,że jak zawsze był chory, to nie wyglądał na zbyt pijanego. Dzianni...hmm....tutaj można by spróbować, Monica to ciota. Chociaż może to pozory? Wygląda na sierotę, ale jej waga budzi respekt. Wuj...hmm...może? Co prawda Klauduś mogła ją zabić jednym cyckiem, ale w tej chwili zajęta była rozmowa z Matezem, który opowiadał jej o tym dlaczego Żydzi są tak naprawdę wyższą rasą. Ruszyła do przodu płynnym krokiem.
-Wuju, muszę mieć z tobą zdjęcie- rzekła przymilnie i klapnęła Wujowi na kolana. Ten nie protestował, przybrał pozę wojownika, a tak mu się przynajmniej wydawało. W rzeczywistości była to poza kota na tabletach. Matez usłużnie pstryknął im foteczkę a Halina zaczęła wygodniej mościć się na kolanach Wuja gdy usłyszała za sobą wściekłe sapnięcie.Gdyby miała trochę refleksu może zdążyłaby się uchylić, a tak niestety, rozpędzony cycek zdzielił ją po głowie. Halina jednak nie straciła rezonu. Troszkę otumaniona ruszyła dalej. Bohdan był całkowicie pochłonięty profilami milfów ale o to Petro siedzi sam. Michael tańczył z krzesłem. Halina podeszła cicho do Petra.
-Hej-zamruczała- może przewietrzymy się w kuchni?
Petro łypnął okiem w stronę Michalea i ruszył za Haliną do kuchni, gdzie rzucili się na siebie jak wygłodniałe zwierzęta. Petro nie był szczególnie zadowolony, ale potrzeba udawania hetero była silniejsza.Starał się również wygryźć na szyi Haliny swoje imię, żeby nie było wątpliwości co do tego kto się z nią migdalił.
Dzianni, nieco smutny z powodu przypalonej żorżety, rozluźnił się w przy aplauzie pozostałych i począł wycinać hołubce na dywanie.Monica wyszła wreszcie z łazienki i jak każda dobra gospodyni poszła do kuchni dołożyć sałatek. Zamarła widząc Petra i Halinę. Oni nie speszyli się zbytnio ale poszli do pokoju. Halina popatrzyła na ledwo przytomnego Michaela i w jej głowie zaświtał plan.
Impreza trwała w najlepsze, tańce, wino i śpiew. Nagle usłyszeli dzwonek do drzwi. Monica poszła otworzyć. Za drzwiami stała sąsiadka z góry.
- Czy wyście powariowali? Mieszkam tutaj 40 lat i nikt tak głośno się nie zachowywał! Moja matka ma pięć chorób i wszystkie śmiertelne! Zaraz wezwę żandarmerię wojskową i ABW gówniarze! Wy..
Sąsiadka nie zdążyła nic więcej powiedzieć bo powalił ją kopniak z półobrotu wykonany przez Dzianniego. Jednak baba była twarda. Po chwili kotłowali się z Dziannim po klatce jak dwa wściekłe psy. Padał cios za ciosem, kopniak za kopniakiem, raz baba była górą, a raz Dzianni. Pozostali próbowali odciągnąć walczących, ale niestety zrobiła to za nich policja wezwana przez innego sąsiada (właściciel 30-letniego psa, w wolnych chwilach przebijał opony). Dzianni został skuty kajdankami i wyprowadzony, na nic nie zdało się jego rozpaczliwe Łłełełełełeę. Baba stawiała jeszcze większy opór, więc spacyfikowano ją pałką a następnie wyprowadzono ze skutymi rękami i nogami oraz metalową kulą przy kostkach.
Wszystkim zrobiło się nieco smutno, ale alkohol we krwi zrobił swoje i po chwili nadal wesoło podskakiwali.
-Hahahaa gadka szmatka teges szmeges hahaahhaaahah hahahaa- zawodziła Sabcia próbując zwrócić się na siebie uwagę Bohdana. Ten rzeczywiście łypnął na nią okiem i zaraz usiadł obok.
-No hej....jestem Bohdan z Zamościa.
-Gadka szmatka, podobno jesteś z Zamościa.
-Oj Wierzba to w sumie dzielnica Zamościa.
-hahhaaaha. Może zatańczymy?
- Ech- westchnął Bohdan- morelą nie pachniesz, ale co mi szkodzi.
Po chwili rytmicznie bujali się na dywanie a pomiędzy nimi śmigał Muffin z wykrywaczem.
Dzianni został wrzucony do celi niczym worek kartofli.
-Przepraszam, naprawdę- próbował ułagodzić policjantów, ale trafił na wyjątkowych skurwysynów, wiec tylko dostał pałką po łapach. Dzianni rozejrzał się po celi gdy ze zdumieniem ujrzał siedzącą na pryczy Pyskację!
- Co ty tu robisz?!- krzyknął.
-Morda tam brudasie- upomniał go policjant.
-Co ty tutaj robisz?- wyszeptał więc Dzianni.
-Oj nic- Pyskacja osiągała apogeum naburmuszenia- wrobili mnie.
-A masz chociaż lusterko?-spytał Dzianni osiągając z kolei szczyt zrozpaczenia.
Pyskacja podała mu maleńkie lusterko, którego nie znaleźli podczas przeszukania. Gerlat zdmuchnął z niego resztki białego proszku by nic nie zakłócało widoku jego lica. Zamarł, gdy ujrzał swe odbicie..rozczochrane włosy, podkrążone oczy i co najgorsze....taka jakby poprawiona buzia..Geralt zapłakał rzewnie."Co ze mną będzie?".
W rezydencji Ore trwało przyjęcie. Halinie udało się zaciągnąć nieprzytomnego Michaela do pokoju Pyskacji. Na łóżku spał Wuj, ale nie przeszkodziło jej to rzucić gejucha na łoże i rzucić się na niego. Michael najpierw zaczął się rozpaczliwie bronić, ale potem już tylko łkał gdy Halina zdzierała z niego i z siebie ubranie. Nie widziała, że za nimi cicho podążył Matez, który teraz dokumentował poczynania Haliny. Za chwilę przybiegł również zaciekawiony Geralt, zajrzał pod ramieniem Mateza do pokoju i wiedział już, że nie pozbędzie się tego widoku do końca życia. Zatoczył się, oparł o ścianę i zwymiotował. Tak o to, zupełnie nieświadomie, uratował swoje życie, gdyż wraz z jedzeniem wyleciała strychnina. Monica, widząc Gerlata rzygającego jak kot po śliwkach, złapała go i zaniosła do wanny a tam poczęła polewać go wodą. Po 15 minutowej kąpieli Geralt czuł się jak nowonarodzony, wyskoczył z wanny i pobiegł hasać z Bohdanem i Sabcią. Po dwóch godzinach wrócił Dzianni prowadząc ze sobą Pyskację. Był bez koszuli, którą musiał zostawić jako kaucję. Od Pyskacji nic nie chcieli. Wszyscy rzucili się na Dzianniego chcąc go pocieszyć.
-Bardzo dobrze postąpiłeś- perrorował Matez-skarciłeś kurwiszona po alfonsiemu!
Impreza miała się już ku końcowi. Maua i Muffin zamówili sobie taksówkę.
-Koniecznie mercedes- piszczała Maua do dyspozytorki- koniecznie!
Sabcia śmiejąc się i zataczając wyszła z mieszkania wołając:
-Gadka teges szmeges szmatka!
Bohdan ułożył się na dywaniku w łazience. Geralt pomógł Monice pozanosić na łóżka lub inne legowiska pozostałych. Wuj i Klauduś również pojechali. Halina spała z Michaelem, ale wściekły na partnera Petro zabrał Michasia na inne łożko, namówił też Dzianniego by spał z nimi. Zasnęli we trzech obejmując się. Geralt rozłożył się na swojej karimacie a Monice nie pozostało nic innego jak zwinąć się na wycieraczce.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz