Po jakże wyczerpujących wydarzeniach ostatnich dni, Geralt powrócił do pracy. Na razie turowskie zagrożenie minęło. Tego dnia, sekretariat odwiedziła dawna pracownica Kiczencja Płaszczak. Jak zawsze wpadła z hukiem i poczęła z zapamiętaniem czynić zamęt i chaos w życiu sekretariatu.
-Faktyko!-zaskrzeczała- jak mnie tu dawno nie było o jacież nie pitolę masakra! Macie tutaj foty z mojego wesela i dawać prezent skurwysyny.
Pracownicy sekretariatu rzeczywiście zakupili składkowy prezent dla Kiczencji. Były to urocze rękawice kuchenne z kwiatowym motywem. Uroczyście wręczyli je Kiczencji i łapczywie rzucili się do oglądania albumu. Wszyscy z wyjątkiem Geralta.
-Ale Geralt, dlaczego nie oglądasz moich zdjęć? Oglądaj moje zdjęcia. Dlaczego ich nie oglądasz?
-Bo mnie chuj obchodzą- Geralt starał się ważyć słowa- i tak wiem, że wyglądałaś jak biała buła.
Kiczencja roześmiała się promiennie a jej śmiech brzmiał niczym skrzypienie starych drzwi.
- A ty zawsze taki dowcipy Geruś!
"Ech...w tym własnie problem- pomyślał Geralt- jak żartuje to się obrażają a jak mówię serio to myślą, że żartuje...Gdzie popełniłem błąd?"
W czasie gdy pracownicy oglądali wymyślne pozy Kiczencji a Geralt zajął się pracą, Kiczencja kiwnęła lekko głową w stronę Wulewu i obie wyszły z pokoju.
Gdy oddaliły się od sekretariatu, Kiczencja chrumknęła z radości.
-Masz?
-Mam- odpowiedziała Wulewu z błyskiem w oku.
-Dawaj!- niecierpliwiła się Kiczi. Wulewu wręczyła jej reklamówkę wypełnioną pustymi opakowaniami po jogurtach i splątanymi sznurkami. Kiczencja popatrzyła ze zdziwieniem.
-Słuchaj Wulewu....nie uważam się za głupią, ale nie wiem po co mi to dajesz. I gdzie nagrania?
-No właśnie eeeee....yyy, ja używałam tego do podsłuchiwania.
- Tego?-spytała tępo Kiczencja ale za chwilę wzruszyła ramionami- Ok, zobaczę w domu co tam się nagrało. A teraz wracajmy, co prawda to stado baranów, ale mogą domyślić się, że spiskujemy.
Gdy szły do sekretariatu Kiczencja otrzymała smsa.
-Wygrałaś w naszym konkursie samochód marki fakjubicz- odczytała głośno- hurraa!!!!! Hura Hura hura
Kiczencja rozpoczęła swój szalony taniec radości.
-Szybko- krzyknęła do Wuli- muszę sprawdzić jaki to samochód, nigdy o nim nie słyszałam! Hura!!!
Po czym Kiczencja pobiegła do wyjścia zapominając o swoim albumie. Anemietka tymczasem kończyła zamalowywanie na czarno zębów Kiczi na zdjęciach ślubnych. Wtem zjawił się kolejny gość-Rafał Wesołek, również były pracownik.
-Witam wszystkich. Chciałem uroczyście zaprosić was na moje zaślubiny z oblubienicą. Odbędą się dnia pańskiego w niedzielę o 11. Mam nadzieję, że przyjdziecie celebrować ze mną i świętą Karoliną początek naszej wspólnej drogi.
- Świętą?- zdziwiła się Wulewu, która nie znała Rafała.
Anemietka pospieszyła z wyjaśnieniem.
-Narzeczona Rafała została kanonizowana za życia.
-Zaiste- potwierdził Rafał- moja narzeczona została kanonizowana. Udowodniono, że doszło za jej sprawą do trzech ozdrowień i piętnastu cudów. Obcięła sobie też palca i przekazała jako relikwię.
Geralt westchnął. Czekało go kolejne wesele.
Geralt postanowił zaprosić jako osobę towarzyszącą Halinę. Wybaczył jej tajemniczy zamach na jego i Pulpecji życie, wiedział też, że dla Haliny będzie to rzadka okazja do spotkania z ludźmi. Był litościwy i miłosierny. Pulpecja znienawidziła go za to i w odwecie zaprosiła Rapała Jusińskiego z Miasta Scyzoryków aby jej towarzyszył. Geralt nienawidził Rapała.
-"Punkt dla Ciebie tłuściochu-pomyślał uśmiechając się do Pulpecji.
Za chwilę pojawiła się Wulewu z Kryspinkiem i Anemietka. Ana była sama jeżeli nie liczyć śmiercionośnego chłodu, który towarzyszył jej zawsze i wszędzie.
Ślub Rafała i Karoliny odbywał się w katedrze a celebrowało go dwunastu biskupów i papież. Był to jeszcze czas pontyfikatu Benedykta XVI. Pan Młody klęczał u ołtarza z krzyżem na plecach a Panna Młoda sunęła ku niemu na klęczkach prowadzona przez swojego ojca, który był zresztą jednym z biskupów. Suknia Karoliny była zaiste godna świętej. Zamiast welonu miała oczywiście wielki drewniany krzyż a biskup chłostał ją od czasu do czasu biczem. Młodzi klęknęli wreszcie razem przed ołtarzem. Papież wyszedł na ambonę.
-Ostatni raz- rzekł jak zawsze czystą polszczyzną- byłem tutaj w niemieckim mundurze ze swastyką. Strzelałem do Żydów a po maturze, o tam, za róg chodziliśmy na łapanki! Dziś jestem w papieżych sukmanach i mam zaszczyt połączyć te parę węzłem boskiej miłości. Pytam się was święta Karolino i Rafale czy wobec boga i kościoła przysięgacie płodzić dzieci, zwłaszcza te upośledzone, i zaludniać ziemię katolikami?
-Przysięgamy- zakrzyknęli chórem państwo młodzi.
- Na znak złożonej przysięgi wymieńcie się krzyżami!
Rafał zdjął swój krzyż i przekazując żonie szepnął z miłością:
-Oby cię lew zjadł jak pierwszych chrześcijan.
Wzruszona Karolina założyła Rafałowi swój krzyż ze słowami:
-Rafale, nie wiem czy mogę żądać dla ciebie takiej łaski, ale...oby cię ukrzyżowali!
Rafał zadrżał z tłumionego płaczu.
-Karolino....lepszej żony nie mogłem wymodlić!
-Zaiste- rzekł papież- chwalebne są wasze życzenia albowiem cierpienia uszlachetnia katolików, zwłaszcza cudze cierpienie. Przekażmy sobie znak cierpienia.
Słysząc te słowa ministranci pobiegli do zgromadzonych gości biczując ich a tych bardziej pobożnych sztyletując. Geralt był zadowolony, że siedział na końcu i oberwał tylko raz po plecach. Halina miała cztery pręgi na szyi, ale nie zważała na nie chlipiąc, tym razem ze wzruszenia.
Przyjęcie weselne odbywało się w salce katechetycznej katedry. Swym klimatem przypominało ślub a w menu był tylko chleb, wino i gąbki nasączone octem. Wszyscy siedzieli i konwersowali lub cicho modlili się, to było przeurocze wydarzenie. Nagle Halina wybuchnęła płaczem.
-Co się stało?-spytał przejęty Geralt.
-Zobaczyłam to dziecko- szlochając, wskazała na dziewczynkę bawiącą się z rówieśnikami- i przypomniało mi się, że niektóre dzieci jedzą mięso.
Geralt wzruszył jednym ramieniem gdyż na drugim ułożyła swą głowę Halina i poczęło wbijać żuchwę pod obojczyk Geralta. Na szczęście zaczęto już odprawiać tradycyjne gorzkie żale i Geralt udał się do swojego apartamentu. Tym razem nie odprowadzał Karoliny, która została jeszcze na przyjęciu z zamiarem flirtu z diakonami.
Następnego dnia Geralt szedł do pracy na lekkim kacu.
-"I po co mi to było- myślał- po co mieszałem wino z octem? Czy ja się nigdy nie nauczę"
Gdy wszedł do biura, Pulpecja stała przy kserokopiarce.
-Cześć, co tam?-zagadnął na tyle wesoło na ile pozwalał mu galopujący ból głowy.
Odpowiedziało mu tylko wściekłe spojrzenie i lodowate milczenie Pulpecji. Geralt zirytował się.
-Pulpa, o co ci chodzi? Nic nie zrobiłem a ty się cały czas obrażasz.Wyjebać ci?
Odpowiedź Pulpecji przerwało nadejście Anemietki. Tego dnia przedstawiała jeszcze bardziej żałosny widok niż zwykle gdyż przez całą twarz przebiegały dwie wyraźne pręgi po niedzielnym ślubie Rafała. Anemietka prezentowała dziś wyjątkowo interesującą stylizację. Na głowie miała czapkę uszankę. Chuda szyjka okręcona była szalem. Do tego polar, kamizelka, rękawiczki i buty śniegowce.
-I co teraz?-zapytała z satysfakcją- spróbujcie mnie zamrozić chujki.
Pulpecja uśmiechnęła się, podeszła do okna i spokojnie je otworzyła po czym spojrzała na Anę. Na rzęsach nieszczęsnej Anemietki zaczął pojawiać się szron, wydech zamienił się się w parę a nos czerwieniał z każdą sekundą.
-Dobra-wrzasnęła Ana-poddaje się! Nienawidzę was!
Po chwili zorientowała się, że jej anemiczne krzyki nie działają i schowała dumę do kieszeni.A, przepraszam drogi czytelniku. Ana nie miała dumny. Straciła ją rozwodząc się i wracając z podkulonym ogonem do matki, która powitała ją słowami: "A nie mówiłam". W każdym razie zreflektowała się i wyrzekła pokornie:
-Pulpecjo Mumin, zamknij okno.
Pulpecja z krzywym uśmieszkiem zamknęła. Ana postanowiła odbić sobie mszcząc się na Kiczencji. Chciała wymyślić zemstę na miarę konia trojańskiego, ale była dziś nieco zaniepokojona. Oksanuśka spędzała dzień ze swoim ojcem, który nie słynął z odpowiedzialności.Nagle usłyszała dzwonek swojego telefonu. Obcy numer.
-Halo?- spytała pełna złych przeczuć.
- Pani Anemietka Paczkarek?
-Tak, przy telefonie.
- Jestem pracownicą zoo. Pani mąż..
-To nie jest mój mąż- krzyknęła oburzona Ana.
- Ach...przepraszam. W każdym razie ojciec pani dziecka był dziś u nas z Oksaną i włożył ją do klatki niedźwiedzia chcąc zrobić zdjęcie. Na szczęście ten był najedzony, więc pani córce nic się nie stało.
Ana opadła na krzesło.
-Gdzie ona teraz jest?- spytała słabo.
- Została odebrana przez pani rodziców.
- Bogu dzięki. Do widzenia.
- Do widzenia- pracownica zoo się rozłączyła.
Ana siedziała jeszcze chwilę bez ruchu po czym postanowiła wykorzystać sytuację.
-Aaaa..aaaa..ałaaaa-zaczęła jęczeć.
- Co ci?-spytał Geralt bardziej z przyzwyczajenia niż z troski.
-Aaaa...ałaaaaa....mam ból dupy...ałaaaa..idę na L4.
To powiedziawszy, Ana koślawo wyszła z sekretariatu.
-Co za dziwka! Znów będę za nią zapierdalał- wściekł się Geralt. Do pokoju wpadła spóźniona jak nigdy Wulewu. Miała podkrążone powieki i zaczerwienione oczy.
-Cesc- wychrypiała.
- A Ty co? Na seks telefonie nocami robisz?-spytała Pulpecja bezceremonialnie.
Wulewu stanęła jak wryta. Przyszło straszne przypuszczenie, że skoro ona podsłuchiwała to może i sama była podsłuchiwana. Zaczęła skrupulatnie oglądać wszystkie przedmioty na biurku i pod nim. Chwilowo niczego nie znalazła ale postanowiła być czujna. Pulpa miała rację. Dzięki pieniądzom od Kiczencji zakupiła system do domowej pracy i miała za sobą pierwszą noc. Z satysfakcją stwierdziła, że nie wyszła z wprawy. Tylko jedna rozmowa sprawiła jej nieco trudności, najwyraźniej po drugiej stronie był ktoś upośledzony bo co chwila popiskiwał "O chuj w cycki!" i kazał mówić do siebie Fabiano. Poza tym jednak praca przebiegała na ogół przyjemnie. Kryspinek również był zadowolony, że żona zaczęła zarabiać sensowne pieniądze. Nic dziwnego, że Wulewu tryskała szczęściem. Niestety nie spodobało się to Pulpecji.
-Wule!- krzyknęła.
-Co tam Pulpisiu?
-Nie podoba mi się twój ryj.
Wulewu spuściła wzrok i zachlipała cicho.
-Przepraszam..
-Wypierdalaj się pomalować i to już!
- Dobrze- szepnęła Wule i już jej nie było.
"Co za dzień"- pomyślał Geralt. Już był wyczerpany. Spojrzał na zegarek i zapłakał. Była dopiero 11.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz