Geralt spędzał kolejny nudny dzień w pracy. Przeglądał zdjęcia dzieci, samochodów, domów i psów, które jego znajomi dodawali na pejsa jak zwariowani. Monica spamowała postami firmy, którą dopiero co z Dziannim założyli. Firma pod nazwą OreAmore Dzianni&Dzianni& Monica Company Es A świadczyła różne usługi, w zasadzie to nie wiadomo było czym dokładnie się zajmuje, jak na razie ograniczała się do żebrania o lajki...o tak, w żebrach Ore byli wprawieni. Inni znajomi rzucali sobie wyzwania wypicia piwa na czas, wypicia butelki piwa na raz, ugotowania zupy lub zesrania się na wizji.
Nagle dostrzegł czerwoną jedynkę zwiastując wiadomość.
"Co robisz?"- pytała niejaka Samanta Perejro.
"Monica"-pomyślał Geralt i odpisał jak to ciężko haruje. Monica miała na pejsbuku kilka kont. Monica Cweliśniak to było jej oficjalne konto, na którym zamieszczała odpowiednio obrobione zdjęcia, rozsądne posty i lajkowała odpowiednią muzykę. Monica Ore Ore to konto, które służyło do udziału w konkursach i do wyłudzania darmowych próbek. Monica pisała na nim, że ma dzieci i częste zaparcia aby otrzymywać saszetki Jelitonu lub płynu do płukania dla niemowląt. Posuwała się nawet do żałosnych skarg na nietrzymanie moczu żeby otrzymać wkładki dla osób z takimi problemami. Zdobytymi w ten sposób giftami obdarowywała rodzinę i znajomych. Monica była awanturniczej natury i często angażowała się w bezsensowne potyczki słowne na fejsbuku. Kończyły się czasem walką na pięści w realu lub co gorsza wyśmianiem Monici na pejsie. Z tego powodu narodziła się Samanta Perejro. Samanta była syczącą i prychającą żmiją, która toczyła bitwy z każdym i na każdy temat. Wszystkie posty na spotted: WUM były dla niej powodem do rozpętania burzy i lżenia oponentów. Samanta była także swoistym pejsbukowym Zorro, który zwalczał głupotę i inne niż jedyne słuszne opinie a także prowadził krucjatę przeciwko Ukraińcom. Monica miała też łagodną stronę osobowości, której nie mogła ujawnić w obawie przed wyśmianiem. Od tego była Marysia Loczek. Marysia udostępniała posty, które za każde udostępnienie dawały kroplę wody dla Sudanu lub psuły jeden karabin rosyjskiego żołnierza, zbierała fundusze na operację chorych dzieci i na jedzenie dla psów w schroniskach. Byli jeszcze Adrian Picz i Pola Koterska, którzy lajkowali posty Samanty i Marysi, ale w razie potrzeby także posty Monici Cweliśniak. Wszystkie fałszywe konta miały siebie nawzajem w znajomych. Adrian dodatkowo straszył spaleniem domu oponentów Samanty. Prowadzenie kilku kont było dosyć wyczerpujące ale Monica pokochała niezależność jaką jej to dawało.
Geralt chwilę konwersował z Monicą. Polubił też nową fotę Pyskacji, na którym robiła sobie zdjęcie laptopem w łazienkowym lustrze. W tle malowniczo rozpościerały się majtki Dzianniego. Pyskacja zatroszczyła się także o podpis "Nikt mnie nie zna tak jak ja, tylko bóg może mnie sądzić bo nie byłabym sobą gdybym była inna JP JP JP na 300%"
Nagle Geralt zatęsknił za Bohdanem, przyjacielem ze studiów, u którego niegdyś kątem pomieszkiwał. Bohdan był na tyle miły, że pozwalał mu spać w salonie i nawet przynieść swój materac. Być może przeszkadzało to nieco współlokatorowi Bohdana- Wojtkowi Jelito, ale kto by się nim przejmował. Niepodzielnym władcą stancji była Jekaterina, siostra Bohdana. Była dowódcą stancji ale także panią życia i śmierci lokatorów. Wydzielała swojemu bratu jedzenie, urządzała pokazy tańca w mieszkaniu, chorowała też psychicznie. Wybaczano jej to jednak ponieważ była geniuszem. W wieku dwudziestu lat szczyciła się już stypendium naukowym na jednym z najbardziej prestiżowych kierunków ( Gry i zabawy z hulajnogą albo coś w tym stylu). To dawało jej zdecydowanie uprzywilejowaną pozycję w domu rodzinnym i na stancji. Geralt na początku starał się zaprowadzić iście domowe zwyczaje na stancji i zaproponował naprzemiennie gotowanie obiadów na co rodzeństwo Chochelków ochoczo przystało. Geralt zakupił suszone pomidory, steki, karczochy, krewetki, czarny ryż i kawior. Przygotował z tego prawdziwą ucztę, na którą zaproszono nawet Wojtka Jelito, który jednak zadowolił się kawałeczkiem filetu z kurczaka. Na drugi dzień Geralt spieszył do mieszkania zaciekawiony co też Chochelkowie przygotowali w rewanżu. Na klatce powitały go smakowite zapachy, ale zorientował się, że to od dentysty. Pobiegł na górę. Wszedł do mieszkania podśpiewując.
-Geralcie- zawołała Jekaterina z kuchni- szybko bo Ci wystygnie!
Geralt w podskokach znalazł się w kuchni, gdzie zastał ni mniej ni więcej, ale miskę zupki chińskiej. Od tamtego czasu zarzucił pomysł obiadów domowych i regularnie szorował sedes szczoteczką Jekateriny.
Geral otrząsnął się z niemiłych wspomnień i wybrał numer Bohdana.
-Halo?- usłyszał ukochany głos.
-No cześć Bohdan, co porabiasz, masz czas pogadać?
-Spoko, jasne, że mam czas. A właśnie składam wieniec na trumnie a Ty?
Geralt zachichotał. "Cały Bohdan"-pomyślał z rozrzewnieniem.
Tymczasem Monica szykowała obiad. Jak zawsze miała złudzenia, że tym razem nie będzie smakował jak gówno. Usłyszała zgrzyt klucza w zamku, do mieszkania wtoczyła się Pyskacja ciągnąc na sobą koleżankę Karolę. Pyskacja weszła do swojego pokoju i zrzuciła z łóżka brudne ubrania i inne śmieci aby przygotować Karoli miejsce do siedzenia. Monica stanęła w drzwiach pokoju.
-Co tam?- spytała/
-Oj Monica daj mi kurwa spokój!!!- warknęła Pyskacja wściekle zrzucając buty.
-Nie zdała prawka- szepnęła Karola.
-Dlaczego nie zdałaś?
- Bo pomyliłam sie przy wsiadaniu- burknęła Pyskacja.
-To znaczy?- Monica na chuj drążyła temat.
-Wsiadłam na tylne siedzenie.
- Co?? Dlaczego?
- Bo tak chciałam! Weź się ode mnie odpierdol!
Monica załamała ręce i poszła przygotowywać obiad. Zbliżał się sylwester. Wstępnie zaprosiła kilka osób, zastanawiała się teraz co zaserwować, żeby a)było tanio b)wyglądało drogo c) było tanio. Jej rozmyślania przerwał telefon od Mauej.
-No hej!- zaskrzeczała Maua.
- No hej, myślę właśnie co zrobić na sylwestra...
-Słuchaj- zaczęła rzeczowo Maua- to musi być coś rozsądnego, nie ma co się wysilać...może ośmiorniczki w serowej tempurze?
Monica przeliczyła w myślach cenę dania i wiedziała już, że prędzej odetnie sobie palce niż to poda.
- Eeee, a słuchaj...chcieliśmy kupić jakiś drobiazg na urodziny Muffina, co byś nam doradziła?
- Ej, wystraczy, że nas zapraszacie, naprawdę nie musicie nic kupować.
-No ale jakiś drobiazg...wiesz, tak symbolicznie.
- Hm...no ale to naprawdę coś drobnego...może wielbłąda?
Monica niemal usłyszała dźwięk jej szczęki rozbijającej się o kuchenne płytki.
Sylwester nadszedł szybciej niż się spodziewali. Geralt zamówił bilet rok wcześniej, aby jechać za złotówkę. Wiedział czego się może spodziewać po imprezie u Ore Ore i nie chciał płacić za to więcej niż to konieczne. Pojawił się u Ore Ore po południu witany gromkimi brawami i okrzykami zadowolenia. Był niestety pierwszym gościem, co oznaczało pełny udział w przygotowaniach. Na dzień dobry został obdarowany też saszetką Colonu C i gazetą Metro. Pyskacja siedziała w pokoju, ale wychodziła co chwila, szła w stronę lustra, wracała, powtarzała ten manewr trzy razy i zamykała się w pokoju. Cykl rozpoczynał się od nowa co kilka minut. Monica uwijała się jak w ukropie. Jedną ręką kroiła parówki, drugą gotowała makaron a stopą mieszała bigos. Dzianni stał przed lustrem i poprawiał pojedyncze kosmyki psiukając co chwila lakierem, p chwili całe mieszkanie tonęło w oparach Taftu Zajebisty Look.
-Uprasowałaś mi koszulę z żorżety?-krzyknął w stronę żony.
Monica mruknęła i starała się zębami chwycić sznur żelazka. Piotrek ulitował się nad ciemiężoną Monicą i zabrał się za prasowanie koszuli Dzianniego. Była ona majstersztykiem brudasiej roboty. Błękitna żorżeta z wspaniałym żabotem i złoceniami na rękawach. Zabrał się beztrosko do prasowania nie bacząc na to z jak delikatną materią ma do czynienia i zaraz poniósł tego konsekwencję. Na jednej z falban żabotu pojawił się ślad po przypaleniu. Geralt nieco się przestraszył, ale postanowił udawać, że tak było. Oddał Dzianniemu koszulę a ten delikatnie zaczął ją nakładać. Gdy wszystkie guziczki były już idealnie zapięte, Dzianni przystąpił do wnikliwej analizy swego wyglądu. Geralt przygotowywał w tym czasie swoją słynną sałatkę z pietruszki. Sałatka składała się z pociętej natki doprawionej startym korzeniem i solą. Nagle usłyszeli krzyk Dzianniego.
-Co to kurwa ma być?!!
Dzianni wpadł do kuchni z wyrazem weltschmerzu na twarzy pokazując malutkie przypalenie.
-Oj prawie nie widać- stwierdziła Monica.
-Prawie nie widać??! Oszalałaś? Mam pójść w spalonej koszuli? Może od razu worek założę! Po co włosy układałem, na co to wszystko pytam! W jaki celu?!! A komu to potrzebne?!!
- Super koszula kurwo!- wrzasnęła Monica przerywając płacze męża. Ten, jak zawsze, podkulił ogon i poszedł konstruować reaktor atomowy, nad którym pracował od kilku tygodni. Nadszedł wieczór i zaczęli schodzić się goście. A więc najpierw, w paradnym stroju, pojawiła się Pyskacja. Skrytykowała jedzenie przygotowane przez Monicę i została wysłana do Macro po napoje. Zabrzmiał kolejny dzwonek do drzwi. Monica poszła otworzyć.
-Aaaahaaaaa!!!! Zaparkowaliśmy tam bo Muffin nie mógł znaleźć innego miejsca!!! Ahahaaa tu mamy napoje włóż je do lodówki sałatka na stół ciasto pokroić udało się zaparkować czeeeeść Geralt a gdzie Pyska co Dzianni się stało że żorżeta nadpalona aaaa ona ci kazała no to wszystko wyjasnia gdzie whiskey muffin ty co pijesz gdzie cola no ja myślę!- rzekła na początek Maua i usadowiła siebie i męża na kanapie.
Po chwili pojawili się także Matez i Minia. Ich wygląd trochę zaskoczył pozostałych ponieważ Matez był w piżamie a Minia z wałkami na głowie. Mieli ze sobą plecaki i zaczęli się przygotowywać w łazience Ore a potem przystąpili do przygotowania jedzenia. W okolicach północy pojawili się dopiero w pokoju, gdzie w najlepsze trwało przyjęcie. cdn
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz