Nasi bohaterowie zapakowani do ore limuzyny planowali początkowo wrócić do swych domów ale zaraz po wyjeździe z Zadupia otrzymali telefon od komendanta Borowicza, który oznajmił im, że dostał cynk od niejakiego Tutki, iż Turo może zaatakować siedzibę Mateza lub Ore Ore-Cweliśniak. Po krótkiej naradzie zdecydowali się udać do Okrzejowa, gdzie znajdowała się hacjenda rodziny Ciotków. Posiadłość ukryta była w lesie i otoczona przez nieprzyjazne obcym plemiona Pietruszków więc wydawała się idealnym miejscem schronienia. Matez nalegał by udali się tam trasą przez Międzymorze Podlaskie, ale Ore Ore nie byli w ciemię bici i wyśmiali Mateza. Zdecydowano więc, że Matez i Minia pojadą autostopem do Międzymorza, Geralt pociągiem do Okrzejowa by przygotować wszystko na przybycie szanownych gości a Ore Ore udadzą się do swojego mieszkania po lakier do włosów, którego Dzianni zapomniał z Zadupia. Przyjaciele uściskali się na pożegnanie obiecując solennie, że spotkają się za kilka godzin u Ciotków.
Minia i Matez udali się na pobocze by złapać okazję do Międzymorza. Początkowo nie tracili nadziei, że stanie się to szybko, ale po 2h zdecydowali się przenieść na główną drogę.
-Mówiłam ci Matez, że na polnych drogach to się nie uda.
-Oj Minia, ale czego ty jesteś taki ciapciak? Przynajmniej mogliśmy nowych ludzi poznać i tak było bardziej alternatywnie.
Szczęście im jednak dopisało bo wkrótce zatrzymał się obok nich tir, do którego ochoczo wskoczyli.
Monica i Dzianni wpadli do mieszkania jak burza. Chcieli szybko spakować kilka drobiazgów i ruszyć w drogę, u kresu której czekało ich darmowe jedzenie, ale ujrzeli siedzącą na łóżku, zapłakaną Pyskację. Obok niej siedziała jej dawna przyjaciółka Fufa.
-Co się stało?!-zakrzyknęła Monica.
Pyskacja podniosła zapłakaną twarz i wtedy ujrzeli na jej twarzy wielki tatuaż.
- Co to kurwa ma być?!!- wrzeszczała Monica.
-To nie moja wina!-chlipnęła Pyskacja- kupowałam wędlinę w stonce i pisałam smsa, podbiegł do mnie jakiś koleś, wyrwał mi telefon i zanim zdążyłam się obejrzeć wytatuował mi na twarzy wielkiego królika a potem zrobił trzy salta, wybił szybę w stokrotkowych drzwiach, wypuścił dwa kuliste pioruny i uciekł z moim telefonem!
Fufa kiwała potakująco głową jedząc w tym czasie kebaba. Nagle zaprzestała konsumpcji.
-Dobre, ale klajstruje mordę!- stwierdziła i rzuciła kebabem o ścianę. Pokój Pyskacji rzeczywiście przypominał śmietnik, więc nie było znaczenia gdzie wyrzuca się resztki jedzenia.
Monica zmarszczyła brwi.
-Zaraz...coś mi się w twojej historii nie zgadza...Przecież w stonce nie ma wędliny!
-Daj mi spokój- zapłakała Pyskacja- no to może ser kupowałam!
Monica westchnęła głęboko i poszła zadzwonić do kosmetyczki, która będzie w stanie usunąć tatuaż z twarzy Pyskacji. Wiedziała, że w przeciwnym razie zostanie ukarana przez rodziców za niedopilnowanie siostry. W tym czasie Fufa rozglądała się po pokoju. Nagle złapała do ręki jedną z podkolanówek poniewierających się po pokoju.
-Ej! To chyba moja!! Ukradłaś mi- krzyknęła oburzona Fufa do Pyskacji.
Dzianni, który układał w tym czasie włosy, spojrzał zaskoczony na trzymaną przez Fufę podkolanówkę, którą ta zapamiętale wymachiwała.
-Przecież to moje- stwierdził zaskoczony.
Fufa w tym czasie przyjrzała się podkolanówce i odkryła, że rzeczywiście, jest na niej napisane małymi, złotymi literkami "Dzianni". Tym samym konflikt został zażegnany a Ore Ore wyruszyli do Okrzejowa. Wiedzieli, że Matez już tam jest bezpieczny i to dodawało im skrzydeł a ich limuzynie koni mechanicznych.
Po godzinnej jeździe wjechali w bramę hacjendy. Zajechali z rozmachem trąbiąc po drodze. W drzwiach wejściowych, które ozdobione były malowniczymi gzymsami, stała cała rodzina Ciotków: na czele Maryjanna, głowa domu. Trzymała w ręku tacę z chlebem i dwoma kieliszkami wódki. Obok niej, z lewej strony stał mąż, cichy i spokojny. Strona prawa zajęta była przez Geralta i jego siostrę Ronę. Zza Rony wychylała się głowa jej męża Koralika, który z namaszczeniem jadł chleb razowy z chlebem pszennym i domieszką grahama. Troszkę z tyłu trzymała się rodzina Kopalskich, czyli starsza córka Maryjanny- Lela z dwójką dzieci (brakowało tylko jej męża, którego na czas uroczystości przywiązano łańcuchem na podwórzu) Gdy tylko Ore Ore wysiedli z limuzyny, Geralt pstryknął palcami i zza szergegu wyskoczyła córka Leli- Hana Montana, która dygnęła ładnie i rozpoczęła śpiew powitalny:
"Dzień - wspomnienie lata
Dzień - słoneczne ćmy (aha)
Nagle w tłumie w samym środku miasta
Ty po prostu ty "
-Wspaniale- mruknął Dzianni- lubię Marylę Rodowicz.
Monia spojrzała na niego z pogardą, ale nie mogła teraz go strofować, nie w czasie uroczystości powitalnych na ich cześć. Podeszli oboje do Maryjanny, uskubnęli chleba, wypili wódkę i przy wiwatach rzucili kieliszki za siebie. Następnie Geralt, gnąc się w ukłonach odezwał się w te słowa:
-Zapraszam na piano nobile.
Monia wiedziała, że to przytyk do Dzianniego, który znał tylko język polski i tylko na średnim poziomie.
-Piano nobile- wytłumaczyła mężowi Monica- to łełe łe łe, po polsku najwyższe piętro.
Po chwili zasiedli przy stole wraz z całą rodziną. Służba biegała wokół nich donosząc coraz to nowe potrawy i napoje. Pieczone gołąbki, marynowane strzępiele, nadziewane kuropatwy, dzik z rożna, marmolada z pigwy i cztery rodzaje miodów pitnych to tylko część przygotowanych na przybycie gości smakołyków. Co prawda nie podano sztućców, ale nasi bohaterowie poradzili sobie palcami. Początkowo Monica chciała zaprotestować, zwłaszcza, że brak specjalnego wiedelca do jedzenie kuropatwy utrudniał jej konsumpcję tej delicji, ale została zgromiona wzrokiem przez Mateza. Najszczęśliwszy był Dzianni, który przypomniał sobie beztroskie czasy taborów. Po obiedzie mieli udać się na konną przejażdżkę toteż pojawiła się służąca z informacją, że koniuszy przygotował 4 rumaki i jedną chabetę.
-Geralt- zagaił Matez- a dlaczego Twój koniuszy z nami nie usiądzie? Mój koniuszy by od razu z nami usiadł i zagadał. A co z ochmistrzynią? Dlaczego nie klapnie na tyłek?
Geralt strapił się, że jego koniuszy i ochmistrzyni nie są zbyt towarzyscy, ale zaraz wszyscy wyszli na zewnątrz by odbyć obiecaną przejażdżkę. Na widok pięciu koni Monica stanęła jak wryta.
-Co to ma być- jęknęła.
-Konie- odrzekła Minia- to ssaki parzystokopytne, udomowione przez człowieka, jedzą głównie owies i..
-Zamknij się Flaczek- Matez jak zawsze się nie pierdolił.
-Myślałam, że macie na myśli konie mechaniczne!! Ja nie wsiądę na konie- piekliła się Monica- to potwory, boję się!!
Hana Montana popatrzyła z pogardą na Monicę.
-Dupka - wyrzekła dziewczynka i zabrzmiało to jak wyrok.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz