Nastał kolejny, warszawski poranek. Geralt zwlókł się z łóżka, krzywiąc się, gdy jego stopy dotknęły wytartego dywanika
pamiętającego zapewne czasy Gierka i zarazem czasy świetności apartamentowca. Były to czasy
gdy lud robotniczy tłumnie zamieszkiwał to miejsce a teraz jedynym, smętnym znakiem
tamtych dni były przepalenia po papierosach. Geralt włączył stary magnetofon i w pokoju
rozległy się kojące dźwięki pieśni „Barwny huragan”. Poranna toaleta i zrobienie
kanapki, której zdjęcie od razu zamieścił na instagramie nie trwało długo,
Geralt czym prędzej ruszył do pracy.
Pulpecja jechała zatłoczonym autobusem. Geralt po raz
kolejny ją zawiódł a ona mu tak wiele wybaczała…ignorowała jego żarty, starała
się uśmiechać nawet gdy uderzał najboleśniej w jej ego i w jej wartości. Ale
ostatnia sytuacja przelała czarę goryczy. Pulpecja wiedziała jak bardzo Geralt nie lubi gorąca więc walczyła jak lwica o to by ta szmata Anemietka przykręciła
grzejnik i jak Geralt się za to odpłacił? Żartował z Aną jakby nigdy nic
ignorując rozpaczliwe spojrzenia Pulpy. Nigdy nie czuła się tak zraniona. Ze
smętnych rozważań wyrwał ją głos jakiejś
kobiety:
-Przepraszam, czy wie Pani, na którym przystanku mam wysiąść
do…
-Słucham?!-przerwała kobiecie-czy to jakaś aluzja do tego,
że jestem ze wsi?!
Kobieta patrzyła chwilę zdezorientowana:
-Nie..ja tylko nie wiem ..
-Jak pani śmie??? Tak!!- krzyczała coraz głośniej Pulpecja-
jestem ze wsi!! I mam w domu centralne
ty głupia dziwko!!!!
Chciała dodać coś jeszcze, ale zauważyła, ze musi już
wysiadać i wyszła z autobusu z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku.
Wulewu cichutko wślizgnęła się do biura a widząc, że nikogo
jeszcze nie ma, zaśmiała się w duchu. Wystarczyło kilka ruchów, aby
skonstruowana przez nią aparatura znalazła się pod biurkami współpracowników. Sapała
z radości przyklejając do biurka Geralta papierowy kubek, który połączony był
cienkim sznurkiem z drugim papierowym kubkiem, który umieściła w swojej
szufladzie.
-Oj…Bi mnie za
to wynagrodzi..oj wynagrodzi- śpiewało jej serce. Wtem usłyszała hałas na
korytarzu i poczuła woń anemii.
-Anemietka-pomyślała ze strachem i szybko zasiadła na swoim
miejscu starając się powściągnąć uśmiech.
Dzień w pracy dłużył się. Ana, pogryzając kanapkę z
pasztetem, udawała, że pracuje. Pulpecja pociągała nosem zerkając jednocześnie
na Geralta, który udawał, że nie widzi tych sygnałów. Pulpecję ogarniała
frustracja, ale wtem wpadła na genialny pomysł- Jeszcze pożałujesz Geralciuku-pomyślała z całą wiejską mściwością. Zwróciła się w stronę Any:
-Ana, ale ładnie odgarnęłaś sobie włosy z twarzy-rzekła z
uśmiechem, otwierając przy tym okno.
Anemietka zamarła z kęsem kanapki w ustach. Przez chwilę
jej oczy błysnęły czymś nieuchwytnym ….
Po chwili wstała i z całą mocą, na jaką było ją stać zamknęła
okno mówiąc:
-Dziękuję Pulpecjo, pracowałam nad tym rano.
Pulpecja przez chwilę wydawało się, że Ana powiedziała „dziękuję
wieśniaro..”, ale starała się zignorować te myśli. Popatrzyła dyskretnie na Geralta i Wulewu. Geralt z maślanymi oczami wpatrywał się w monitor, co oznacza, że
ogląda zdjęcia Cygadytki. „I za co dostał te nagrody?”-zżymała się w duchu
Pulpecja. Wulewu szperała w szufladzie , ale zaraz wstała i wyszła z pokoju. "Co za ludzie, gdzie ja trafiłam"-myślała Pulpa zgrzytając zębami ze złości. Chwyciła za drewnianą okiennicę swą wielką, chłopską dłonią i trzasnęła tak, że pracowicie układane włosy Any zawirowały wokół jej bladej twarzy.
Wulewu rozejrzała się po korytarzu. Nikogo nie ma. Wyjęła zza
pazuchy starą nokię 3310, którą otrzymała od zleceniodawcy i wybrała numer. Za
chwilę w słuchawce odezwał się lekko schrypnięty głos.
-Hej seksi, tu Wuli..-zaczęła najseksowniej jak umiała. Lata doświadczenia w seks branży nie
poszły na marne.
-Wiem, że to ty głupia- przerwał brutalnie głos- wykonałaś
misję?
-Wykonałam!-Wulewu starała się odpowiadać pewnie , ponieważ
nie do końca była to prawda.
-Kupiłaś sprzęt w tej firmie na Pradze?
-Tttak..-zawahała się Wulewu. Tak naprawdę postanowiła sama
wykonać pluskwy a pieniądze otrzymane od zleceniodawcy wydała na system
SeksiHome, który pozwalał na pracę sekstelefonistki z domu.
-No to dobrze. Chce mieć nagrane każde słowo a ty miej oczy
i uszy szeroko otwarte. Zwłaszcza jeśli chodzi o tego cichociemnego
karierowicza.
Wulewu zamarła: „Nagrane? Jak to nagrane?- myślała
gorączkowo- kubki spełniały dobrze swoje
zadanie ale na pewno nie nagrają żadnych rozmów”
-Co tak zamilkłaś?!- zirytował się głos.
- A nic, chyba mnie przeziębienie bierze-wymamrotała
-Faktyko masz jakiś dziwny głos, zaraziłaś się chorowaniem
na wszystko od Anemietki?-głos zarechotał z
własnego dowcipu-czekaj, muszę kończyć, dostała na drugi telefon smsa, że wygrałam
obiad w restauracji Burnyoudamnbitch.
Papa!!
-Pa- odrzekła Wulewu myśląc, że dziwna nazwa dla restauracji.
W tym czasie w pokoju
Ana straciła na chwilę przytomność z zimna. Podnosząc się z podłogi
zauważyła pod biurkiem kubek…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz