Matez przetarł zaspane oczęta i podniósł się z łóżka. Dziewiąta
rano. Czas działać, musi wziąć prysznic, musnąć twarz kremem i ułożyć włosy.
Minia jeszcze beztrosko pochrapywała, więc szturchnął ją w bok.
-Flaczek, wstawaj. Już 9 rano.
Minia przeciągnęła się ziewając rozdzierająco.
-Wieeeeem Mateziku. Już już.
-Minia, zawsze mówisz już już a potem muszę Cię zdzierać z łóżka. Rusz dupę
i idź zrobić kawę. Bastek ma rację, że muszę Cię krótko trzymać. Swoja droga to
zadzwonię do niego. A Ty nasyp mi neski.
Matez wybrał na telefonie numer do swego przyszłego szwagra –
brata ciotecznego Minii. Polubili się od pierwszej wspólnej kąpieli i od tamtej
chwili nie potrafili wytrzymać nawet dnia bez rozmowy ze sobą.
-No siema Bastuś, jak tam?....Mhm….Tak…Serio? Pojebani
jacyś? Gołego chłopa nie widzieli?....Mhm….Tak…No my zaraz się szykujemy, ślub
o 15…tak…no zaraz wypije kawusię a Ty co dziś pijesz?...Mhm…tak…..no to Bastuś,
wypij nasze piwo, jest w lodówce. Zjedz też nasze chipsy i kiełbasę, nie ma
sprawy, nakarm rodzinę……tak…a jak tam Pusia???...ooo…biduleńka….że też nie ma
szczepionki na to cholerstwo…nie pozwalajcie jej włazić w krzaki…no….ok, kończę
Bastuś, trzym się i pozdrów żonkę, wycałuj dzieci i Pusiaczka. No, papatki.
-Co u nich?- spytała Minia wnosząc dwie filiżanki parującego
napoju.
- A spoko, są na kempingu z jakimiś pojebami. Obrazili się
na Bastka, że się nago przy nich kąpał- Matez pokręcił z oburzeniem głową.
- A co, gołego chłopa nie wiedzieli?- zdziwiła się
niezmiernie Minia.
Kościół prezentował się nad wyraz okazale. Udekorowany był
czerwonymi wstęgami i wszędzie powiewały tureckie flagi dając złudzenie przebywania na chińskim bazarze. Widać było,
że Paćka i Sadam włożyli wiele wysiłku w aranżację tego jedynego dnia. Ich
głównym celem było przebicie ślubu „tych brudasów” jak wyrażali się o Monice i
Dziannim. Z tego co powiedział im Matez nie będzie to łatwe, ale zrobili co
mogli. Przede wszystkim rodzice Paćki mieli wjechać na koniach a rodzice Sadama
na rikszy. Tureckie towarzystwo było równie brudne i śmierdzące co cygańskie.
Paćkę kłuł w serce brak tytułu królewskiego, którego los poskąpił zarówno jej
jak i Sadama rodzinie, ale na poczekaniu przygotowali plakaty informujące, że „Ore
ore sucks, Dolinka rules HALLOŁ”, co nieco ich uspokoiło i o godzinie 15 mogli
stanąć u ołtarza ponurzy jak zwykle.
Ślub byłby wzruszający gdyby nie fakt, że obie rodziny gardziły
wzruszeniami a tureccy goście nie rozumieli ani słowa. Paćka obawiała się nieco
o zachowanie awanturniczej rodziny Sadama, której większa część pochodziła z
miejscowości Wrzód Na Mapie Polski, ale podniosły nastrój udzielił się nawet
im. Po ślubie orszak pełen żałobników
weselników ruszył ku sali, gdzie miało odbyć się przyjęcie. Tu nastąpił
pierwszy zgrzyt ponieważ goście Sadama
rzucili się ku stołom chwytając i upychając gdzie się dało postawione tam
napoje, ale zgromieni wzrokiem pary młodej podkulili ogony postanawiając zmienić taktykę i wypić tyle
ile się da. Stół był zastawiony tak jak można się było tego spodziewać: na talerzykach
pary młodej leżało po kilka czipsów i stało po jednym piwie. Goście jednak
wiedzieli co ich czeka i natychmiast po zajęciu miejsc wyjęli kanapki i termosy
rozpoczynając tym samym przyjęcie weselne. Matez popatrzył z rozrzewnieniem na
nowożeńców. Siedzieli obok siebie bez słowa ale na ich twarzach malował się
cały wachlarz emocji… Matez był przekonany, że tak właśnie musiała wyglądać
mina Joanny d’Arc, która się właśnie dowiedziała, że spłonie na stosie.
Podszedł do Dolinków i jeszcze raz złożył im gratulacje.
-Dzięki- odpowiedziała Paćka, której ponurości zazdrościła
nawet Morticia Adams- zbieraj się Matez, jedziemy na sesję.
Sesja plenerowa odbywała się w górach. Paćka zaplanowała ją
drobiazgowo. Najpierw ujęcia w
wodospadzie, potem bieg pod górkę i z
górki a następnie scena tarzania się po trawie i walki z niedźwiedziem. Matez już po kilku ujęciach był nieco zmęczony
i nieśmiało zaproponował Paćce darowanie mu zapasów z niedźwiedziem, zwłaszcza,
że akurat żadnego nie było pod ręką.
- Matez- rzekła z mocą Paćka- albo HALLOŁ będzie TURCJA jak
ja chcę HALLOŁ albo pożegnaj się TURCJA z noclegiem HALLOŁ. A teraz TURCJA idź
poszukaj HALLOŁ niedźwiedzia.
Gdy Matez biegał po lesie chcąc zwabić niedźwiedzia na
polanę, Minia konwersowała ze wszystkimi, którzy akurat byli pod ręką
zarzucając ich ciekawostkami z wszystkich dziedzin.
-Musze panu opowiedzieć- perorowała do opitego Trzema Cytrynami
do granic możliwości sadamowego wujka - jak mój tata uratował mnie gdy zgubiłam
się w wietnamskim lesie! Zadzwoniłam do taty i mówię, że jestem w lesie w Hanoi
i nie wiem jak wyjść . Na co tata pyta czy są tam drzewa…ja, lekko zaskoczona,
mówię, że tak. Tata pyta czy mają liście….ja już całkiem w szoku mówię: skąd to
wiesz?! Tak, mają! Tata pyta w jakim mieście jestem, ja mówię, że Hanoi. Na co
tata mówi ni mniej ni więcej: Minia, jesteś w lesie w Hanoi! Wyobraża sobie
pan??
Wujek Sadama gwałtownie podniósł głowę.
- Co proszę?- spytał z wściekłą miną- Myślisz, że nie umiem
sobie wyobrazić jak wygląda wietnamski las?!
Minia spojrzała zaskoczona.
-Nie chciałam pana urazić…
Niestety, jak zawsze opamiętała się po czasie. Wujek Sadama
wstał i rozerwał koszulę na piersi odsłaniając
ortalionowy dres. Dało to sygnał jego krajanom. Jak jeden mąż zrzucili
garnitury pokazując swe prawdziwe oblicze. Chwycili krzesła, spreje i jakby
byli jednym ciałem i jedną duszą poczęli sprejować po wszystkich i po wszystkim
RKS RKS a ciskane przez nich krzesła fruwały po sali niczym złowieszcze ptaki
zemsty wybijając szyby i zęby.
Matez już z daleka zauważył dym i pojedyncze języki ognia.
Starają się pokonać ból po uderzeniu łapy niedźwiedzia przerwał gruchanie
ponurych gołąbków wskazującym im na hotel, w którym odbywało się przyjęcie. Gdy
dojechali na miejsce, na spotkanie wybiegła zapłakana Minia. Przedstawiała
żałosny widok. Miała poszarpane włosy, rozdarte ubranie i napis RKS na czole a
urwana ręka dopełniała obrazu pożogi i zniszczenia.
- Wujek..trzy cytryny…ortalion..-zdążyła wyszeptać nim padła
zemdlona na ziemię tuż u stóp oniemiałego Mateza i ponurych jak zwykle
Dolinków.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz