czwartek, 27 lutego 2014

Odcinek 9

Geralt usiadł za biurkiem i niemal od razu poczuł się zmęczony.  Od jakiegoś czasu praca nie sprawiała mu przyjemności, czuł się wypalony. Wpatrywał się nieruchomo w ekran komputera po czym włączył go z  cichym westchnieniem. Był w pracy pierwszy, więc  podszedł do ekspresu do kawy. Zatrząsł się w bezsilnej złości gdy jego spojrzenie spoczęło na kartce inforumującej o składce na kawę i cukier. Na środku kartki, czerwonym markerem, ktoś napisał wyraźnie PIEPRZ SIĘ.  Do pokoju weszła Wulewu.
-Co się stało?-spytała na widok wyrazu twarzy Geralta a ten ruchem głowy wskazał na kartkę. Wulewu nie przejęła się profanacją kartki, ale współczująco poklepała Geralta po plecach.
-Co za dziwki-zżymał się Geralt-co za kurwy!
Wtem do sekretariatu weszła jakaś kobieta. Była średniego wzrostu i nawet można by ją nazwać ładną, uroku dodawał jej przejmujący smutek na twarzy.
-Przepraszam…-zaczęła niepewnie czerwieniąc się przy tym- czy mógłby pan…to znaczy czy jest taka możliwość żebym zobaczyła akta mojej sprawy? Wiem, że jest po terminie ale..
-Zamknij ryj-uciął Geralt- nie dostaniesz akt bo jest po terminie. A teraz bierz niezgrabną dupę w troki i wypierdalaj.
Kobieta stała przez chwilę walcząc  z napływającymi łzami. Widać było, że stara się za wszelką cenę opanować.
-Może chcesz napisać skargę, co?-drwił Geralt-masz, dam Ci nawet kartkę, bierz ją i raus!!!
Kobieta zadrżała i z niepowstrzymywanym szlochem wybiegła z sekretariatu zderzając się w drzwiach z Anemietką. Siła uderzenia była na tyle duża, że Anemietka upadła 100 metrów dalej niczym niesiony wiatrem liść. Kobieta pomknęła dalej nie zatrzymując się. Geralt i Wulewu pobiegli w stronę Any, która leżała dysząc ciężko.
-Ana, żyjesz?-krzyczał Geralt zdjęty poczuciem winy. Wulewu biegała dookoła jak nakręcany piesek machając rękami i krzycząc.
-Karetka, karetka, nie żyje nie żyje nie żyje!! Ratunku!!!
Ana wstała z pomocą Geralta. Trzymała dłoń w okolicach odcinka lędźwiowego kręgosłupa.
-Krzyż mnie boli….-jęczała gdy Geralt prowadził ją do pokoju. Wraz z Wulewu posadzili Anemietkę na krześle. Pulpecja była już w pokoju.
-A tej co znów? –spytała pogardliwie.
Aneta popatrzyła na nią z miną wbijanego na krzyż Jezusa.
-Miałam wypadek…mam chyba uraz krzyża-wyjąkała Ana.
-A urazu głowy nie masz przypadkiem?-drwiła Pulpecja.
-Ja mam uraz głowy, leczę się u psychiatry-rzuciła ze smutkiem  Wulewu.

Anemietka siedziała pojękując i chlipiąc.
-Będę musiała pójść na zwolnienie…na pewno złamałam sobie krzyż..co będzie z Oksanuśką…zimno mi... podkręćcie grzejnik.
Tym razem Geralt nie miał serca odmówić i ustawił pokrętło na maksymalne grzanie mimo niemego sprzeciwu Pulpecji. Ta jednak nie byłaby sobą gdyby nie postanowiła walczyć o swoje. Z powrotem zakręciła grzejnik i otworzyła dodatkowo okno. Geraltowi nie chciało się brać udziału w tej wojnie i wyszedł z pokoju. Przypomniał sobie o porannym incydencie i postanowił działać. Przede wszystkim zakupił u Pana Kanapki trochę kokainy spod lady. Potem  udał się do pokoju kierowniczek przedstawić własną wersję wydarzeń z tą kobieciną, która prosiła o akta. Po zrzuceniu całej winy na petentkę, wrócił do pokoju, gdzie dokładnie wymieszał kokainę z kawą i cukrem. Zadowolony z siebie, usiadł przy biurku i powrócił do czytania bloga swej idolki.
Gdy wraz z Cygadytką przeżywał śmierć jednego z aktorów i z zainteresowaniem zaczytywał się w jej koncepcjach odnośnie Dziejowej Tragedii Narodu Polskiego, zadzwonił telefon. Geralt spojrzał na wyświetlacz, na którym ukazała się twarz Mateza. Oderwał się od lektury.
-Haaaalo!
-No cześć Geralt- Matez wydawał się nieco zgaszony.
-Jak tam po weselu Dolinków?-zagaił Geralt obgryzając kolejną babeczkę, którą  przyniosła mu Wulewu.
-Eeeee- zawahał się Gerlat- spoko, niedźwiedź mnie prawie zabił, Minii musieli przyszyć rękę, hotel poszedł z dymem, zniknęły wszystkie kartony Trzech Cytryn, co tam porabiasz?
Geralt zakrztusił się babeczką, która wypadła mu natychmiast z ręki. Pstryknął palcami w stronę Wulewu i wydał krótką komendę: Babeczka! Raz!
Wulewu podskoczyła z miejsca i wybiegła  zakupić pożądany przez Geralta smakołyk.
-Co Ty gadasz Matez- zapytał  skupiając już całą uwagę na przyjacielu- jaki niedźwiedź, jaka ręka?
- A nie, nic takiego…typowe wesele. Słuchaj, wpadnę jutro. Dostałem propozycję od Tura.
Turo był ich znajomym ze studiów. Znany ze świetnych pomysłów na biznes, tymczasowo pracował w ręcznej kopiarni tekstów, gdzie całymi dnami tworzył manuskrypty znanych dzieł. Geralt nie darzył Tura sympatią. Była w nim coś niepokojącego.
-Jaką propozycję?-spytał przyjaciela.
-Kręci z kumplami jakiś niszowy film i mam w nim zagrać! Zajebista inicjatywa takie niszowe sprawy!
Tak, Matez był fanem niszowości w każdym wymiarze. Można powiedzieć, że był w pewnym sensie ojcem hipsteryzmu. Sam posiadał dwa niszowe zespoły o bardzo niszowych nazwach tworzące jeszcze bardziej niszową muzykę. W zasadzie ich niszowość wynikała tylko z tego, że nikt nie chciał tego słuchać.  Matez nocami śnił po występach w saskiej muszli lub w Bohomazach-znanym  klubie, który gościł takie gwiazdy jak Wesoły Smutek czy Śpiączka. Nic dziwnego, że zapalił się na propozycję Tura.
-Kogo miałbyś tam grać?-spytał Geralt z niepokojem. Wiedział od Monici, która wiedziała wszystko, że Turo jest zamieszany w ciemnie sprawki niemieckich domów publicznych.
-A nie wiem, ale owoce mają być free. Tylko nie mów Monice, wiesz, że jej odbija jak słyszy free.
-Spoko, ale uważaj na siebie Matez-ostrzegł Geralt- upewnij się najpierw co to za film.
-Jasne, jasne. A tak w ogóle to wyjedziesz po mnie?
-Gdzie mam po ciebie wyjechać?
- Wpadnij do mnie pod blok- pewnie odpowiedział Matez.
„Cały Matez”-westchnął Geralt i zaczął rezerwować busa do Wsi Udającej Miasto, żeby wyjechać po przyjaciela. W tym czasie wróciła zasapana Wulewu. Nie była sama. Wraz z nią wmaszerował jej apodyktyczny mąż. Wulewu, czasem, między słowami żaliła się na jego zaborczość. Kryspinek Kuszę był szefem Wulewu z czasów jej pracy w sekstelefonie i chociaż minęło już parę lat od zakończenia przez Wuli kariery, Kryspinek czasem o tym zapominał.
-Masz Geralt, twoja babeczka- Wulewu położyła na biurku Geralta ciastko starannie zapakowane w tekturowe pudełeczko.
-A ty co kurwa?-oburzył się Kryspinek- pomidory na targu sprzedajesz? Seksowniej! Jeszcze raz!
Wulewu roześmiała się perliście i ponownie zwróciła się do Geralta prężąc się i wyginając jak kot na blaszanym dachu.
-Geralt…mmmm…oto..twoja babeczka tygrysku..mrauuuu.
-No- mruknął zadowolony Kryspinek- teraz lepiej ale stać Cię na więcej!
Wymierzył żonie soczystego klapsa w pośladek i wyszedł z biura puszczając jednocześnie oczko do Anemietki. Ta jednak nie zauważyła zabiegów Kryspinka gdyż zajęta była snuciem kolejnej intrygi przeciwko staremu wrogowi- Kiczencji Płaszczak zwanej czasem Bi. Wysyłanie smsów z fałszywymi informacjami o wygranych dawało satysfakcję, ale i zaostrzyło apetyt. Anemietka czuła, że musi uderzyć mocniej. Jej głód zemsty pozostawał niezaspokojony. Pociągnęła nosem i poprawiła szalik, naciągnęła też mocniej rękawiczki..sierpień był chłodny tego roku, Anemietka drżała na samą myśl, że znów może zaatakować ją Ziąb. Spojrzała z nienawiścią na Pulpecję i Geralta, główne przyczyny jej cierpień. Wychowani w wiejskich ziemiankach, przyzwyczajeni byli do chłodu i wydawało im się, że w biurze jest cały czas gorąco. Anemietka nie sądziła, że ucząc ich obsługi kaloryferów, robi to na własną zgubę.
Wulewu dyskretnie wyślizgnęła się z pokoju pod pozorem skorzystania  z toalety. Ana pokiwała głową z uznaniem. Długie miesiące zajęło jej nauczenie całej trójki korzystania z toalety. Prowadziła nawet wykłady dla Geralta z zakresu działania spłuczki. Tak, Geralt był dociekliwy, może dzięki temu piął się jak szalony po szczeblach kariery realizując amerykański sen „od pucybuta do milionera”. Co innego Pulpecja. Niechętnie się uczyła i jeszcze bardziej niechętnie korzystała z nabytych informacji. Do tej pory zdarzało jej się wybiegać na dwór za potrzebą.
Wulewu zaraz po opuszczeniu biura szybkim krokiem skierowała się do toalety i wyciągnęła komórkę. Wybrała jedyny numer zapisany w kontaktach.
-Halo?
-Hej…Wuelwu Kuszę  z tej strony- zaświergotała.
-Wu, czy ty z chuja spadłaś? –głos był bezceremonialny- Przecież wiem, że to ty! Masakra! Mów co masz!
-Mam coś co cię zainteresuje seksi….Mam dowód- uśmiechnęła się szeroko Wulewu.
-Na co? Mów szybko bo mnie faktyko szlag trafi!
-Mam dowód na układy Geralta- wydyszała Wulewu do słuchawki.
Głos w słuchawce wybuchł płaczem. Zanosząc się szlochem, głos perorował.
-Czekałam na to 2 lata….dwa lata mordęgi, potu i łez! Ale ziściło się! Mam cię Geralcie Ciotku, ty szujo!!!Jutro wpadnę po nagranie, pa!
Wulewu stała bez ruchu. „Jutro wpadnę po nagranie”- dźwięczało jej w głowie a po plecach przebieg dreszcz. Wiedziała, że Głos jest  zdolny do wszystkiego. Jak zareaguje gdy dowie się prawdy? Jedyne co mogła zrobić Wulewu to w najlepszej wierze wręczyć głosowi kubki po jogurcie.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz