Geralt usiadł za biurkiem i niemal od razu poczuł się
zmęczony. Od jakiegoś czasu praca nie
sprawiała mu przyjemności, czuł się wypalony. Wpatrywał się nieruchomo w ekran
komputera po czym włączył go z cichym
westchnieniem. Był w pracy pierwszy, więc
podszedł do ekspresu do kawy. Zatrząsł się w bezsilnej złości gdy jego
spojrzenie spoczęło na kartce inforumującej o składce na kawę i cukier. Na
środku kartki, czerwonym markerem, ktoś napisał wyraźnie PIEPRZ SIĘ. Do pokoju weszła Wulewu.
-Co się stało?-spytała na widok wyrazu twarzy Geralta a ten
ruchem głowy wskazał na kartkę. Wulewu nie przejęła się profanacją kartki, ale
współczująco poklepała Geralta po plecach.
-Co za dziwki-zżymał się Geralt-co za kurwy!
Wtem do sekretariatu weszła jakaś kobieta. Była średniego
wzrostu i nawet można by ją nazwać ładną, uroku dodawał jej przejmujący smutek
na twarzy.
-Przepraszam…-zaczęła niepewnie czerwieniąc się przy tym-
czy mógłby pan…to znaczy czy jest taka możliwość żebym zobaczyła akta mojej sprawy?
Wiem, że jest po terminie ale..
-Zamknij ryj-uciął Geralt- nie dostaniesz akt bo jest po
terminie. A teraz bierz niezgrabną dupę w troki i wypierdalaj.
Kobieta stała przez chwilę walcząc z napływającymi łzami. Widać było, że stara
się za wszelką cenę opanować.
-Może chcesz napisać skargę, co?-drwił Geralt-masz, dam Ci
nawet kartkę, bierz ją i raus!!!
Kobieta zadrżała i z niepowstrzymywanym szlochem wybiegła z
sekretariatu zderzając się w drzwiach z Anemietką. Siła uderzenia była na tyle
duża, że Anemietka upadła 100 metrów dalej niczym niesiony wiatrem liść.
Kobieta pomknęła dalej nie zatrzymując się. Geralt i Wulewu pobiegli w stronę
Any, która leżała dysząc ciężko.
-Ana, żyjesz?-krzyczał Geralt zdjęty poczuciem winy. Wulewu
biegała dookoła jak nakręcany piesek machając rękami i krzycząc.
-Karetka, karetka, nie żyje nie żyje nie żyje!! Ratunku!!!
Ana wstała z pomocą Geralta. Trzymała dłoń w okolicach
odcinka lędźwiowego kręgosłupa.
-Krzyż mnie boli….-jęczała gdy Geralt prowadził ją do
pokoju. Wraz z Wulewu posadzili Anemietkę na krześle. Pulpecja była już w
pokoju.
-A tej co znów? –spytała pogardliwie.
Aneta popatrzyła na nią z miną wbijanego na krzyż Jezusa.
-Miałam wypadek…mam chyba uraz krzyża-wyjąkała Ana.
-A urazu głowy nie masz przypadkiem?-drwiła Pulpecja.
-Ja mam uraz głowy, leczę się u psychiatry-rzuciła ze
smutkiem Wulewu.
Anemietka siedziała pojękując i chlipiąc.
-Będę musiała pójść na zwolnienie…na pewno złamałam sobie
krzyż..co będzie z Oksanuśką…zimno mi... podkręćcie grzejnik.
Tym razem Geralt nie miał serca odmówić i ustawił pokrętło
na maksymalne grzanie mimo niemego sprzeciwu Pulpecji. Ta jednak nie byłaby
sobą gdyby nie postanowiła walczyć o swoje. Z powrotem zakręciła grzejnik i
otworzyła dodatkowo okno. Geraltowi nie chciało się brać udziału w tej wojnie i
wyszedł z pokoju. Przypomniał sobie o porannym incydencie i postanowił działać.
Przede wszystkim zakupił u Pana Kanapki trochę kokainy spod lady. Potem udał się do pokoju kierowniczek przedstawić
własną wersję wydarzeń z tą kobieciną, która prosiła o akta. Po zrzuceniu całej
winy na petentkę, wrócił do pokoju, gdzie dokładnie wymieszał kokainę z kawą i
cukrem. Zadowolony z siebie, usiadł przy biurku i powrócił do czytania bloga
swej idolki.
Gdy wraz z Cygadytką przeżywał śmierć jednego z aktorów i z zainteresowaniem zaczytywał się w jej koncepcjach odnośnie Dziejowej Tragedii Narodu Polskiego, zadzwonił telefon. Geralt spojrzał na wyświetlacz, na którym
ukazała się twarz Mateza. Oderwał się od lektury.
-Haaaalo!
-No cześć Geralt- Matez wydawał się nieco zgaszony.
-Jak tam po weselu Dolinków?-zagaił Geralt obgryzając
kolejną babeczkę, którą przyniosła mu
Wulewu.
-Eeeee- zawahał się Gerlat- spoko, niedźwiedź mnie prawie
zabił, Minii musieli przyszyć rękę, hotel poszedł z dymem, zniknęły wszystkie
kartony Trzech Cytryn, co tam porabiasz?
Geralt zakrztusił się babeczką, która wypadła mu natychmiast
z ręki. Pstryknął palcami w stronę Wulewu i wydał krótką komendę: Babeczka!
Raz!
Wulewu podskoczyła z miejsca i wybiegła zakupić pożądany przez Geralta smakołyk.
-Co Ty gadasz Matez- zapytał skupiając już całą uwagę na przyjacielu- jaki niedźwiedź, jaka ręka?
- A nie, nic takiego…typowe wesele. Słuchaj, wpadnę jutro.
Dostałem propozycję od Tura.
Turo był ich znajomym ze studiów. Znany ze świetnych
pomysłów na biznes, tymczasowo pracował w ręcznej kopiarni tekstów, gdzie
całymi dnami tworzył manuskrypty znanych dzieł. Geralt nie darzył Tura
sympatią. Była w nim coś niepokojącego.
-Jaką propozycję?-spytał przyjaciela.
-Kręci z kumplami jakiś niszowy film i mam w nim zagrać!
Zajebista inicjatywa takie niszowe sprawy!
Tak, Matez był fanem niszowości w każdym wymiarze. Można
powiedzieć, że był w pewnym sensie ojcem hipsteryzmu. Sam posiadał dwa niszowe
zespoły o bardzo niszowych nazwach tworzące jeszcze bardziej niszową muzykę. W
zasadzie ich niszowość wynikała tylko z tego, że nikt nie chciał tego słuchać. Matez nocami śnił po występach w saskiej
muszli lub w Bohomazach-znanym klubie,
który gościł takie gwiazdy jak Wesoły Smutek czy Śpiączka. Nic dziwnego, że
zapalił się na propozycję Tura.
-Kogo miałbyś tam grać?-spytał Geralt z niepokojem. Wiedział
od Monici, która wiedziała wszystko, że Turo jest zamieszany w ciemnie sprawki
niemieckich domów publicznych.
-A nie wiem, ale owoce mają być free. Tylko nie mów Monice,
wiesz, że jej odbija jak słyszy free.
-Spoko, ale uważaj na siebie Matez-ostrzegł Geralt- upewnij
się najpierw co to za film.
-Jasne, jasne. A tak w ogóle to wyjedziesz po mnie?
-Gdzie mam po ciebie wyjechać?
- Wpadnij do mnie pod blok- pewnie odpowiedział Matez.
„Cały Matez”-westchnął Geralt i zaczął rezerwować busa do
Wsi Udającej Miasto, żeby wyjechać po przyjaciela. W tym czasie wróciła
zasapana Wulewu. Nie była sama. Wraz z nią wmaszerował jej apodyktyczny mąż.
Wulewu, czasem, między słowami żaliła się na jego zaborczość. Kryspinek Kuszę
był szefem Wulewu z czasów jej pracy w sekstelefonie i chociaż minęło już parę
lat od zakończenia przez Wuli kariery, Kryspinek czasem o tym zapominał.
-Masz Geralt, twoja babeczka- Wulewu położyła na biurku
Geralta ciastko starannie zapakowane w tekturowe pudełeczko.
-A ty co kurwa?-oburzył się Kryspinek- pomidory na targu
sprzedajesz? Seksowniej! Jeszcze raz!
Wulewu roześmiała się perliście i ponownie zwróciła się do
Geralta prężąc się i wyginając jak kot na blaszanym dachu.
-Geralt…mmmm…oto..twoja babeczka tygrysku..mrauuuu.
-No- mruknął zadowolony Kryspinek- teraz lepiej ale stać Cię
na więcej!
Wymierzył żonie soczystego klapsa w pośladek i wyszedł z
biura puszczając jednocześnie oczko do Anemietki. Ta jednak nie zauważyła
zabiegów Kryspinka gdyż zajęta była snuciem kolejnej intrygi przeciwko staremu
wrogowi- Kiczencji Płaszczak zwanej czasem Bi. Wysyłanie smsów z fałszywymi
informacjami o wygranych dawało satysfakcję, ale i zaostrzyło apetyt. Anemietka czuła, że musi
uderzyć mocniej. Jej głód zemsty pozostawał niezaspokojony. Pociągnęła nosem i
poprawiła szalik, naciągnęła też mocniej rękawiczki..sierpień był chłodny tego
roku, Anemietka drżała na samą myśl, że znów może zaatakować ją Ziąb. Spojrzała
z nienawiścią na Pulpecję i Geralta, główne przyczyny jej cierpień. Wychowani w
wiejskich ziemiankach, przyzwyczajeni byli do chłodu i wydawało im się, że w
biurze jest cały czas gorąco. Anemietka nie sądziła, że ucząc ich obsługi
kaloryferów, robi to na własną zgubę.
Wulewu dyskretnie wyślizgnęła się z pokoju pod pozorem
skorzystania z toalety. Ana pokiwała
głową z uznaniem. Długie miesiące zajęło jej nauczenie całej trójki korzystania
z toalety. Prowadziła nawet wykłady dla Geralta z zakresu działania spłuczki.
Tak, Geralt był dociekliwy, może dzięki temu piął się jak szalony po szczeblach
kariery realizując amerykański sen „od pucybuta do milionera”. Co innego
Pulpecja. Niechętnie się uczyła i jeszcze bardziej niechętnie korzystała z
nabytych informacji. Do tej pory zdarzało jej się wybiegać na dwór za potrzebą.
Wulewu zaraz po opuszczeniu biura szybkim krokiem skierowała
się do toalety i wyciągnęła komórkę. Wybrała jedyny numer zapisany w
kontaktach.
-Halo?
-Hej…Wuelwu Kuszę z tej
strony- zaświergotała.
-Wu, czy ty z chuja spadłaś? –głos był bezceremonialny-
Przecież wiem, że to ty! Masakra! Mów co masz!
-Mam coś co cię zainteresuje seksi….Mam dowód- uśmiechnęła
się szeroko Wulewu.
-Na co? Mów szybko bo mnie faktyko szlag trafi!
-Mam dowód na układy Geralta- wydyszała Wulewu do słuchawki.
Głos w słuchawce wybuchł płaczem. Zanosząc się szlochem,
głos perorował.
-Czekałam na to 2 lata….dwa lata mordęgi, potu i łez! Ale
ziściło się! Mam cię Geralcie Ciotku, ty szujo!!!Jutro wpadnę po nagranie, pa!
Wulewu stała bez ruchu. „Jutro wpadnę po nagranie”-
dźwięczało jej w głowie a po plecach przebieg dreszcz. Wiedziała, że Głos
jest zdolny do wszystkiego. Jak
zareaguje gdy dowie się prawdy? Jedyne co mogła zrobić Wulewu to w najlepszej
wierze wręczyć głosowi kubki po jogurcie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz